Corin
Mama Trójki :)
Własnie wrócilam z badania krwi. Matko... trafiła mi się jakaś nowoprzyjeta laborantka. Generalnie mam problem z zylami (mam pochowane), ale do tej pory wychwalalam to labolatorium pod niebiosa, bo babki tam sa perfekcjonistkami w pobieraniu krwi. Szybko, celnie i bezboleśnie.
Nie dzis.
Znając moją przypadłość, podsunęłam jej od razu ta rękę z której mimo wszystko łatwiej pobrać.
Więc ona:
1. Zmasakrowała mi żyłę w stawie łokciowym
2. Rozwalila mi żyłę w nadgarstku (tu żyly widac elegancko)
3. chciała pobierać z wierzchniej czesci dloni ale jej nie pozwolilam
4. obejrzawszy drugą rękę stwierdzila "w tym miejscu powinna byc zyla" i jak mi przypier.... liła to mi się gwiazdki pokazały aż zawyłam z bolu.
Dobrze ze mąż czekał w aucie bo nie wiem jak bym wrócila do domu. W sekundzie oblałam sie potem i prawie zemdlałam. Wicej nie pozole się jej kłuc. Cały czas mnie ta ręka boli :-(
Nie dzis.
Znając moją przypadłość, podsunęłam jej od razu ta rękę z której mimo wszystko łatwiej pobrać.
Więc ona:
1. Zmasakrowała mi żyłę w stawie łokciowym
2. Rozwalila mi żyłę w nadgarstku (tu żyly widac elegancko)
3. chciała pobierać z wierzchniej czesci dloni ale jej nie pozwolilam
4. obejrzawszy drugą rękę stwierdzila "w tym miejscu powinna byc zyla" i jak mi przypier.... liła to mi się gwiazdki pokazały aż zawyłam z bolu.
Dobrze ze mąż czekał w aucie bo nie wiem jak bym wrócila do domu. W sekundzie oblałam sie potem i prawie zemdlałam. Wicej nie pozole się jej kłuc. Cały czas mnie ta ręka boli :-(

