hej!
ja wpadam na szybko, mam ostatnio dni zajęte od rana do wieczora, więc nic nie piszę, ale czytam na bieżąco

Ale efektem tego jest w końcu zapakowana torba do szpitala (zostały jakies drobnostki do dorzucenia) oraz wykonane zakupy - łóżko dla małego, dodatkowe szuflady do regału żeby pomieścić rzeczy nowego lokatora itp. W sobotę robimy skręcanie i dopinanie wszystkiego a synek do babci
Z tego co paiętam tematy ostatnie:
Ja tam kąpię codziennie, zwłaszcza w gorące dni mam zamiar, jak będą mega upały to nawet w środku dnia wejdę z małym na rękach pod prysznic, a mąż nas opłucze. Po prostu będę sprawdzać jak sama się czuję i czy jestem spocona jak mops... Zresztą te kąpiele noworodka nie trwają bóg wie jak długo, to raptem kilka minut jest, nie zmyje się całej flory. W moim szpitalu nie kąpią, tylko po porodzie płuczą w zlewie pod kranem i tyle.
Lilla, a ja ci zazdroszczę! nas w szpitalu trzymają aż 3 doby, co uważam jest masakrą, zwłaszcza że większość położnych nic nie pomaga, ja chyba, jak wszystko będzie dobrze to się sama wypiszę w 2 dobie, bo chyba nie wytrzymam tyle.
Co do pomocy to korzystaj, u nas wizyty położnej są po prostu śmieszne, przychodzą chyba tylko po to żeby odhaczyć kolejną kobitę i zgarnąć jakiś dodatek. Moja ostatnim razem powiedziała żebym jej podpisała że była 4 razy, a była 2, no po prostu super!
A sama chętnie bym wzięła kogoś żeby mi przyszedł na 3 godzinki ogarnąć mieszkanie, ostatnio z jednym ledwo dawałam radę sniadanie sobie zrobić, a teraz z 2 maluchów to chyba zarosnę brudem...
Aparatu nie kupuję, mam super telefon, który robi lepsze zdjęcia niż moja lustrzanka, jest mały i zawsze pod ręką, dodatkowo filmy kręci fullHD, więc nie potrzebuję kolejnego grata. wiem, to skandal mówić coś takiego, ja kiedyś mega świrowałam z aparatami, lustrzankami, zdjęcia biało-czarne, itp, więc nie jestem totalnym laikiem-małpkowcem, ale postawiłam na praktyczny aspekt. Zwłaszcza że z dzieckiem to zawsze wyprawa i staram się ograniczać liczbę rzeczy do targania. Moj mąż się wścieka że nasz wózek wygląda jak cygański wóz - ale niech spróbuje pojsc kiedyś na spacer bez tych wszystkich artefaktów
Ewa66, gratuluję!!! Fajnie że masz to z głowy już i cały stres porodowy za tobą, teraz reszta życia - nowy stres
Za wszystkie na oddziałach i z kłopotami trzymam kciuki,
Pa!
Aha!
Zestaw, o którym piszecie - młody ziemniak, kalafior i zsiadłe mleko - mój znienawidzony posiłek z dzieciństwa (obok krupniku, zupy mlecznej z tężejącym na niej kożuchem i rozdziabganego szpinaku bez smaku). Mogłam z tego zjeść tylko ziemniaki, a nad resztą spędzałam i godzine, bo mama kazała zjeść, aż przychodził tato i cichaczem zasuwał tego obrzydliwego kalafiora i mleko zsiadłe i ratował mnie z opresji...Masakra! Nie zamierzam w ten sposób dziecka zmuszać do jedzenia.