Nogi bolą!;-) Całe wesele w szpilkach - pierwszy raz od początku ciąży. Dopiero po oczepinach wymiękłam, ale wczoraj na nowo je założyłam, Boziu jak ja kocham szpilki

O 20:30 teściowie zawinęli się od hotelu, dałam im nakarmionego pod korek Adasia. Obudził się o 24, teściowa zmieniła mu pampersa i poszedł spać dalej

Zadzwonili o 2:15, o tej porze już ja również miałam dosyć (jednak zarwane nocki i wizja tego,że nie odeśpię zrobiły swoje) i wróciliśmy już spać. Następna pobudka była przed 6 , więc suuper! Myślałam, że mi cycki odpadną;-) Do tej 20:30 walczyłam z Adasiem, który nie chciał spać, płakał kolkowo, nie mogłam z nim wejść na salę, bo było okropnie głośno (zespół nie reagował na prośby ściszenia głośnika - starsi ludzie też się skarżyli, przy stole nie można było pogadać). Potem przed 22 Klaudia chciała już spać, więc ją odwieźliśmy. Ogólnie się wybawiłam, wytańczyłam, zrobiłam trochę zdjęć, pogadałam z rodzinką. Prawie nic nie jadłam, pozostawię bez komentarza, że kuchnia zapomniała upiec dla mnie kurczaka na obiad

. Mama była wściekła. Właściwie to wypiłam trochę rosołu, wyżebrałam kawałek kury z rosołu +ziemniaki i marchewka (niestety ziemniaki chyba z masłem lub mlekiem, marchewka też, ale byłam dość głodna, więc skubnęłam). Potem trochę wędliny, następnego dnia też kanapki i dwa kawałki śledzia zjadłam (nie wiem czy mogę, ale próbowałam). Dziś w nocy Adaś już nie był tak łaskawy i budził się dość często, łeb mnie boli koszmarnie. Gdyby nie dzieci to byłoby najlepsze wesele ever. Niestety wczoraj też głównie z dziećmi na okrągło i już nie potańczyłam. O 17 się zmyliśmy, ja prowadziłam, bo A. pił piwko, ale całkiem nieźle mi się jechało, tlyko już w Lublinie sen zaczął mnie łapać i jechałam z oczami na zapałkach;-)