Słuchaj no, ciotka Daria.
Chociaz nie mam czasu (symuluje ciężką pracę, bo Prezesa nie ma dziś ;D) to Ci powiem. Właściwie nie wiem już, co powiedzieć, żeby Cię wypchnąć z dołka i depresyjnych nastrojów. Zapewne, wszystko co powiem/napiszę humoru nie poprawi, ale będę próbować jednakowoż.
Nie będę pisać, ze nie Ty pierwsza i nie ostatnia, bo to już było i nie zdaje egzaminu (choć to prawda). Wczuj się w mą sytuację na moment: wychodzę z domu (a w zasadzie powinnam, bo ostatnio notorycznie się spóźniam) za piętnaście siódma. Marysię widzę codziennie w zasadzie, poza piątkiem, sobotą i niedzielą - między godziną 19 a 20. Kupa czasu. wiem, ze nic jej nie jest, jest szczęśliwa, zadowolona i jak mnie widzi po powrocie to sprzedaje na wejście najpiękniejszy ze swoich uśmiechów i ryków powitalnych. Małżonek - tu jest gorzej, w zasadzie żadnych powitalnych uśmiechów nie widuję ostatnio (za to wysłuchuję pretensji, jak to on rano z NICZYM nie może zdążyć - tu nadmieniam, ze Marysię do wyjazdu codziennie przygotowuję ja, a on ma tylko wyjąć mleko z zamrażarki, wstaje o 06:30 a do pracy ma na 9:00-i nie moze zdążyć :

),ale już mnie to przestało martwić. Mleko - jak już Ci pisałam, rewelacyjnie nie jest. Jak nie chce lecieć przy laktatorze-ściągam ręcznie. Dzisiaj, jak na razie wyciągnęłam 50ml (z dnia na dzień mniej, nieco żałuję, ze nie zainwestowałam w elektryczny laktator, trudno), ale zaraz sobie zapodam Hippa (piję codziennie gorącą 2 razy, mimo upałów :

). Brodawki mam fioletowe, ale jestem uparta. Myszka nie zawsze chce z piersi jeść w domu. Sądzę, ze przyzwyczaiła się nieco do łażenia na łatwiznę, poza tym coś jej ostatnio nie pasuje w ogóle jedzenie na prawym boku. Ale też jestem uparta. Przekupuję ją butlą z ciepłym NANem, leżymy sobie, lezymy (karmię już tylko na leżąco) i cyk - podmianka na cyca. Działa.Jak nie będzie ssała, to na samym ściąganiu nigdzie nie zajedziemy. Całe szczęście w nocy zadnych problemów ze ssaniem, niezależnie od piersi i boku - 2,3 razy. No ale w dzień, nawet w weekendy-jest przyzwyczajona, że dostaje NANa i już mi wyleciało z głowy, żeby ją trzymać tylko na moim mleku, bo się strasznie drze, mąż się drze, ja się drę, zeby się nie darł, a sąsiedzi słuchają. A po co mamy się obie denerwować, kiedy tak mało mamy czasu dla siebie. Jak widzę, ze pierś to nie jest to, o co jej w danej chwili chodzi-zapodaję butlę i dziecko szczęśliwe i ja też. No całe szczęście ten weekend, jeśli chodzi o ssanie był mega wypasiony. Prawie żadnych wrzasków i wyrywania się mamusi.I Kochana, niech Tygrys naprawdę zapodaje Tosinkowi bardziej ludzkie papu. Mięsko jest git.
Czy długo tak jeszcze dasz radę ? - dasz. Nawet nie masz prawa myśleć, że będzie inaczej.Taki los kataryniarza w Poście.A jak coś, to pomyśl, że generalnie jesteśmy w podobnej sytuacji, tylko ty masz samochód, a ja jestem niewolnikiem Zakładów Komunikacji Miejskiej, co dla mnie, jako dla matki nie jest super szczęśliwym rozwiązaniem ale innego nie mam.I też kibluję w sklepach w upale. Potem kibluję z siatkami na przystankach, potem tłukę się godzinę komunikacją a potem jestem w pustym domu, bo mój mąż ukochany, zanim wyjdzie łaskawie z pracy, pojedzie do mamusi, zje u niej obiadek, posiedzi i wtedy raczy przywieźć Marynię, to jest taka godzina jak wiadomo. Trudno, co robić :

Przecież go nie zabiję. Może jeszcze nie teraz

. Tez bywają chwile załamania, ale jak się załamię, to Niunia z pewnością to wyczuje, bo straszna z niej empatka.Za bardzo ją kocham, żeby pozwalać jej być smutną. Trza się cieszyć tym co jest.
Ty też, Najdroższa, ciesz się, ze Tygrys dzielny (chwile załamki mu się należą, to tylko mężczyzna ;D), zę Tosinek ma dobrą opiekę (i tu myślami jestem cały czas ze swoją kuzynką, nauczycielką, która Zuzię-dzień młodszą od Marysi, musi od września zostawić z nianią, bo mnie ma z kim

), że zdrowa, że szczęśliwa, że ma mamę laskę, ze świeci słońce, że za rok szykują nam sie wakacyjne wyjazdy z biegającymi dzieciaczkami (i pytania teraz, czy lepiej jest ich szukać po plaży, czy po lesie ;D), ze już w te święta Bozego Narodzenia będą nam ściągać bombki z choinek i ładować standardowo do dziobasa, ze już całkiem niedługo przylecą wysmarowane z góry na dół naszymi najlepszymi kosmetykami i zapytają: "mamusiu, ładnie ? ;D", że z nowej bluzki za 200 zł zrobią lalce/misiowi ubranko, itd. Tyle nas jeszcze radości czeka zanim pójdą do szkoły i trzeba się będzie zacząć czerwienić na wywiadówkach, że szok i nie warto sobie tej radości odbierać pracowo-mleczo-brakoczasowo-zakupową deprechą. Całuję mocno Ciebie i Tosinka.
Ciebie w oba poliki a Tosinka w śmierdzące zapewne stópki ;D :-* :-* :-*.
Z poważaniem,
Magdalena S,
nicdziśnierobiąca Asystentka Prezesa.