Hej laseczki, dzięki za troskę!
Aza ja myślę że jest wręcz odwrotnie. Dzieci często spędzające czas poza domem potem wiszą na mamie. Wiem co mówię - mam Julię, z którą robiłam tak samo, twierdząc że będzie nam później lepiej. Efekt uzyskałam odwrotny. Poza tym pierwsze lata życia powinny być spędzone głównie przy mamie. Takie jest moje zdanie i oczywiście nie neguję Waszego stylu zycia bo ten sam miałam jak Julia była mała.
Teraz trochę żałuję...mam wrażenie że przez to przebywanie u pradziadków dałam jej za mało miłości, a i mamy b.duże problemy wychowawcze, bo co tu dużo mówić dziadkowie rozpieszczają. Idąc dalej - nie zdziwię się gdy za parę lat po prostu do nich ucieknie, tak jak ja kiedyś to zrobiłam (nie dosłownie ale wierciłam mamie dziurę w brzuchu i zamieszkałam z dziadkami w wieku 13 lat) I bardzo tego żałuję tak jak moja mama.
Joasi nie zostawiam nigdzie na dłużej, nie wiem jak przeżyję te kilka dni w szpitalu
Co do lekarza to kazała podawać probiotyki na tą biegunkę. Mała jest wykończona niejedzeniem - od wymiotów boli ją brzuszek.
U babci było jej trochę lepiej - szalała na podwórku i trochę nawet zjadła.
I udało się załatwić inhalator. Najpierw mieliśmy mieć od Etny ale biedny Pawełek się rozchorował, kuzynka nie pożyczy bo nie, a mama sama dla Miłka potrzebuje. Wkurzyłam się trochę na kuzynkę, bo chciałam tylko na dwie godziny. W sklepach drogi, na arzie nie możemy sobie na niego pozwolić. W końcu brat A załatwił. Ech...