15 lat ...boże co za kraj ...i wez człowieku miej dzieci więcej ....jak se nie zarobisz to miec nie będziesz...to SE dziś marudzę
dzis kolej na ciebie :d
co do przedszkola, kilka lat temu moja kolezanka z pracy starala sie o miejsce dla swojego synka i zasady byly takie: 1) rodzice niepelnosprawni 2) samotne matki 3) nauczyciele 4) patologia 5) cala reszta i mojej kolezanki dziecko czyli nauczycielskie sie nie dostalo. "Cala reszta" nie miala najmniejszych szans.
W zeszlym roku probowalam "zalatwic" po znajomosci przedszkole w rejonie dla Kuby to mi ejdna znajoma przedszkolanka, ktorej synka kiedys uczylam powiedzial zebym moze lepiej dla dziecka sprobowala gdzie indziej, bo u nich 80 % patologi i szkoda dzieciaka :/
Etna ja tez mialam dzis ciezki dzien w pracy mimo, ze bylam tylko 2 godziny ale emocjonalnie mnie wykonczyl ale za to wrocilam do domu jako supermama. Mialam rozmowe z jedna mama. Poprosialam by poszla z dzieckiem do psychologa, bo mama zachorowala na raka i dziecko bardzo to przezywalo. Miala wyniki i chciala przedyskutowac przed kolejna chemia. Jak mi opowiadala co to dziecko przezywa i o tym, z enie ma dla niej juz zadnych szans, bo ma przerzuty do wszystkich wezlow i do mozgu to sie normalnie poryczalam tam przy niej i nie wiedzilam co mam jej powiedziec. Ona nawijala przez 2 godziny a ja na koniec banalne "zrobie co w mojej mocy" i "bedzie dobrze" naprawde nie wiedzialam co mam jej powiedziec, sytuacja mnie przerosla
A na koniec dnia podklucilam sie strasznie mezem o namolna sasiadke. Przylazi doslownie codziennie popoludniu i siedzi az do dobranocki, ja nic nie moge zrobic tylko musze z nia i jej dzieckiem kolkiem siedziec. A. ucieka jak tylko ja zobaczy, bo jej nie trawi (ja z reszta tez z trudem) a myslalam ze spedzimy wpsolne popoludnie. On ma do mnei pretensje ze ja jej nie powiem zeby poszla do diabla ale co mam powiedziec, ja tak nie umiem powiedziec jej ze nie moze przyjsc, bo mam jej dosc (sklamac ze jestem zajeta nie moge bo widzi ze nie jestem, a po prostu chce pobyc z moimi facetami sama) wczoraj sie wprosila nawet jak Cleo byla, jej nie przeszkadzalo, glupa jeszcze ciela ze dziwila sie ze jakis inny wozek przed domem stoi a dzis to nawte nie zapytala czy moze wejsc, poprostu przyszla :/ nie wiem co mam z nia zrobic, bo z jednej strony fajnie jak jej corka przyjdzie, bo maja sie chlopaki z kim bawic jak mi sie nie chce na plac zabaw isc ale kurcze nie codziennie po kilka godzin. Tez chce poprzebywac z mezem, zeby oni sie razem bawili. Sasiadka jest taka ze, ze jeje sie nie chce dziekciem zajac, teraz jest w ciazy i siedzi w domu ale dziecko na caly dzien do przedszkole oddaje mimo wakcji, bo ona musi posprzatac i zrobic zakupy a przeciez z dzieckiem sie nie da (ponad 3 letnia dziewczynka) A. jej kiedys mowil, ze "nawet on" umie robic zakupy z 2 dzieci

no a jak przywozi ta mala z przedszkola to woli przyjsc do nas i miec ja z glowy. Wczoraj malo zawalu nie dostala jak sie dowiedzial ze zamierzamy isc z Cleo pieszo na stacje jakies 20 minut spacerem jak to tak mozna????? dlugo by opowiadac o tym wszytskim, generalnie jest bardzo ciezka do strawienia na dluzsza mete.
No i powiedzcie mi co ja mam jej pwiedziec by tak nie przylazila?
Do tej pory to jak chcielismy sie jej pozbyc to szlismy an spacer albo na osiedle na plac zabaw ale kurde tez chcemy pobyc na naszym podworku