reklama

Listopad 2009

martolinka serio - strasznie sie zachmurzyło, zaczęło lać + taki wiatr ze Marcel siedział w oknie i oglądał jak deszcz obija sie o szyby. No ale chyba po godzinie przeszło, troche sie wypogodziło i teraz jest w miare........

A ja sie pytam gdzie ta zima :angry: Jak ni ma to człowiek na nią czeka, jak jest to przeklina bo zimno :laugh2:
 
reklama
Lotka wagom łazienkowym do końca nie ufam , ale bardzo mylić się też nie mogą. Na zdjęciu z urodzin wyglądał bardzo ładnie;-)Fakt , że zabiedzony nie jest , ale tłuściutki na pewno nie
Dziunka w momencie , gdy dałaś upust swojemu niedowierzaniu , że u nas słońce piękne nadeszła ciemna chmura i leje!!!
Pathanka a Wy kiedy macie wizytę?




Jutro na 9 idę z młodym do klubu malucha. Ze 2 razy z nim posiedzę godzinkę , dwie a potem będzie już sam zostawał.
 
Kurcze też się zastanawiam co u Kilolka:tak:
Odezwij się ;)

a u nas dzisiaj chłoodno ale słonko jest :-) nie pada na szczęscie ;)

anawawka też widziałam na grudniowkach wiadomość maxwell:-D
ach ta ciekawość, na pewno jak się "ogarnie" to do nas też napiszę :)

a ja pojutrze mam USG ;) nie mogę się doczekać, a martolinka chyba jutro, co nie?;-)
 
reklama
Cześć kobietki..:-)
Dziękujemy za gratulacje i trzymanie kciuków:-) Przydały się bardzo..
Marta jednak postanowiła, że chce być listopadóweczką i wyskoczyła na szybciora w Andrzejki:-D.
Poród - szybki, ale bolesny..O 6.00 odeszły mi wody, o 8.00 byliśmy w szpitalu na przyjęcie (zero skurczy, tylko ból jak przy mocniejszym @). Po przyjęciu podpięli mnie pod ktg i tam zastała mnie wizyta lekarska. Ordynator pobadał, stwierdził rozwarcie na dwa luźne palce (a łapy ma jak niedźwiedź). Nadal zero skurczy..Potem połaziłam sobie po korytarzu (w tym moim szpitalu jest trakt porodowy, całkiem osobny od patologii ciąży) i coś tam mnie zaczęło brać. Lewatywa i na łóżko pod ktg. Podpięli mi oksytocynę, a jak zaczęły się już konkretniejsze skurcze, dostałam jeszcze zastrzyk z papaweryny - rozkurczowy. Oj i już poszło na całego. Przy rozwarciu 7cm chciałam już usilnie przeć, zabroniła mi tego położna, ale szybciuteńsko zrobiło się całkowite rozwarcie:tak:. No i potem może z 8 partych i Marta wyskoczyła sobie na świat;-) Położna nie chciała do końca nacinać, ale niestety, przy tym ostatnim skurczu lekko nacięła, bo Martusia nie umiała się przecisnąć. Mała była pookręcana pępowiną, ale luźno (nie na darmo robiła takie wygibasy w brzuchu), od razu donośny krzyk wydała:-). No i tyle..Jak ja obmywali, to ja jeszcze łożysko na skurczu wypchnęłam,dostałam małą na brzuch (co za uczucie:-), bo Marysi mi nie dali, od razu szła pod lampy), a potem szycie..Cały poród od pierwszych skurczy do narodzin trwał niecałe trzy godziny (w przeciwieństwie do Marysi, gdzie trwał 24 godziny)..

Przepraszam, że się nie odzywałam, ale..ja na neta teraz tak tylko na "doskok". Cholercia, nie sądziłam, że będę teraz cierpiała na chroniczny brak czasu:szok: Teraz właśnie już krzyczy i upomina się o cycia, więc uciekam..
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry