Tak, tracheotomia to robisz otwór w tchawicy i wkładasz rurkę. Mój Jarek jako dziecko prawie miał zrobioną. Jak miał 3 lata czekolada mu wpadła do gardła i całe obkleiła tak że żadne oddychanie nie dawało rady. Był już nieprzytomny i siny więc jego ojciec pobiegł do lekarza z klatki obok i ten nóż na gazem opalał. Na szczęście w ostatniej chwili Jarka ojciec włożył mu po raz enty łapę na chama i wyciagnął całą maź. Jarek przez ponad 2 tygodnie miał głos zachrypnięty. Ja jestem świadomo, że może być tak, że standardowe metody nie zadziałają i zawsze zadaję sobie pytanie co wtedy? Patrzeć jak dziecko umiera czy próbować tej ostatecznej metody? Wiem, że to trudne jednak chyba bym się zdecydowała na wszystko aby uratować dziecko.