cleo, wspolczuje, co za sucz wredna, mam nadzieje,ze to przeczyta. niech sie zajmie swoim nudnym zyciem.
z kolezankami tu tez roznie, ostatnio mam dopiero jedna taka blizsza, bo inne tez spoko,ale wiadomo,po urodzeniu dziecka duzo sie pozmienialo,bo one albo nie maja jeszcze dzieci albo ich sa duzo starsze od mojej. dodatkowo problem, bo moj to anglik, wiec wiekszosc imprez odpada, bo przeciez nie bede mu na biezaco tlumaczyc,a one nie gadaja po ang, albo sie wstydza... za to ta kolezanka tez ma partnera anglika, wiec troche lepiej sie rozumiemy. i dzieci sie swietnie dogaduja.
ale wiadomo,ze brakuje takich przyjaciolek z polski ze studiow np.
jestem taka zajechana ta choroba malej i dzis jeszcze swoja, bardzo malo spie a mam taka pare namolna z pracy, w wieku moich rodzicow, ciagle trzeba im gdzies dzwonic, zalatwiac, dlugow kupa, najlepiej jeszcze kase pozyczac,bo oni przepijaja,a niby na poziomie, oboje po studiach, on jakis prawnik czy radca prawny. . i tak od pon mi wydzwaniaja,ze chca przyjechac, bo maja znowu problem i nie potrafia zrozjmiec,ze ja sie ciagam po szpitalach,lekarzach,dziecko chore i dzien w dzien dupe zawracaja. odmowilam im juz 4 razy, a oni dalej swoje a ja nie umiem tak prosto z mostu walnac,zeby spieprzali... i wlasnie zablokowalam ich w tel,bo widze,ze przed chwila znowu dzwonili....
maxwell, dobrze,ze wy wychodzicie, biedna martusia...
pola.zostaw te szafy i sprzatanie i rozkoszuj sie wolnoscia i cisza przez kilka dni

nawet niewiesz,jak ci zazdroszcze

ale pewnie nie puscilaby jej na dluzej niz pare godz...