polaa faktycznie dałaś mamie popalić
a u mnie... mam już dośc siedzenia w domu. Oni też więc są nie do zniesienia. W sumie mogłabym jakos dobrze wykorzystac ten czas kiedy nic nie musimy, jestesmy w domu ale jakos nie moge. Nie moge sie zebrac, zorganizowac tylko sie ogladam żeby mi wszyscy dali święty spokój. W efekcie nic nie robimy, wegetujemy od 8 do 8. Wstaję rano i czekam aż pójda spać. Mam problem nawet by ugotowac Zuzi ziemniaka czy zetrzeć jabłko. Nic nie robie a nie mam czasu. Zuza jęczy 3 dzien non-stop nie wiem o co. Ja z rozpaczy żrę jak świnia, dosłownie wpieprzam wszystko co mi w ręce wpadnie. Co prawda udało mi sie dzisiaj namówic mame by została z chłopakami a ja poszłam na zakupy i spacer ale zgrzałam się niemiłosiernie, rozbolala mnie głowa i boli do tej pory. W dodatku jak sie rozebrałam na klatce to mnie zawiało (minutę dosłownie tam stałam) i już wzdłóż kręgosłupa i kark mnie rwie, głową kręcic nie mogę. A w domu mama miała dac chłopakom obiad ale jesc nie chcieli, dłubali, mama stwierdziła, ze zimnego obiadu sie nie je, 2 razy podgrzala i po 15 minutach talerze zabrała :-(w efekcie nic nie zjedli. Drugi raz nie mogłam ich juz zmusic bo oni juz jedli i babcia im nie kazala i koniec. Zrobilam im parówki, Michał tak sie przy nich wiercil ze zleciial na podłogę, nakrył się talerzem i poprawił sokiem. Metr obok stało pranie na suszarce obecnie całe upaźdolone parówkami z ketchupem i sokiem jabłkowym. Niby nic, niby norma ale juz mi psychika siada, ja juz sama nie wiem czego chcę ale COŚ chcę, cokolwiek, bo tego juz mam dosyc i dlużej nie wytrzymam. Mam ochotę utopić się w kałuży (jak na zlość wyschły)