heja dziewczyny! my juz po przeprowadzce, a Mala dala dzisiaj w nocy rodzica w kosc
kolo 11 wieczoram okropne klucie i zaczely sie skurcze tak co 8 minut, potem co 5 i co 3

my w samochod i do szpitala, tam babki rodza praktycznie w korytarzu, jedna polozna ktora egzaminuje te co dopiero przyszly, no masakra. sprawdzila ze nie ma rozwarcia a skurcze co chwila.. podpieli mnie do ktg i skurcze ladne, kazdy silny szybciej niz co 3 minuty, potem znowu lekarz mnie sprawdzal i juz 3 cm rozwarcia

ale 3 cm to nie porod i nie mogli mnie polozyc na oddzial do rodzenia.
ale zdecydowali ze mnie poloza na inny oddzial, dlatego ze ~Malej serduszko bije szybciej niz normalnie (wiemy to od 3 tygodni). niestety moj T. musial jechac do domu bo nie mogl ze mna tam zostac. wiec od godziny 1 w nocy do 8 rano mialam skurcze co chwila, a potem nagle ZONK co 10, 15 min... a teraz wcale. potem to jak mnie przypieli pod ktg to mialam wlasnie co 15 minut a nawet ich nie czulam
w poludnie wypislai mnie do domu i kazali wrocic jak skurcze znowu beda co 3 minuty albo mi wody odejda

to teraz jestesmy w domku i lece spac bo cala noc nie spalam. nadal nie moge zrozumiec dlaczego z tak czestych nic sie nie wydarzylo tylko w ogole przestaly

a powiem Wam ze te skucze nie sa az takie straszne :-) a mialam je w gornej granicy, da sie to przezyc. pewnie parte sa mocniejsze, ale przeciez trwaja tylko chwile ;-)
buziaki, jak bede miec wiecej czasu to poczytam co tam u Was.
i
Elzu nie odesla ze szpitala do domu tak latwo ;-) pewnie zalezy na jakich ludzi sie trafi, ale ja naprawde pozytywnie wspominam dzisiejsza noc (oprocz rozczarowania ze nie wrocilismy z Mala do domu;...)