Ale tu dziś cisza - dziewczyny, balujecie w piątkowy wieczór? ;-) Żarcik taki...
Ja włożyłam murzynka do pieca, przez to Leoś ma opóźnioną kąpiel - ale liczę na to, że plus tego będzie taki, że pośpi dłużej. Dziś mi się kończy mój bazarek więc waruję i liczę :-) Póki co uzbierało się prawie 550zł na dwa psiaki więc mają zafundowane po miesiącu poza schroniskiem czyli w tzw. domach tymczasowych. Stamtąd znacznie łatwiej jest je wyadoptować do domów stałych, ludzie socjalizują te biedactwa, które często z człowiekiem mają jak najgorsze skojarzenia... Zazwyczaj takie domy są bezpłątne ale trzeba im tam zapewnić karmę, dołożyć się do weterynarza itp. Większość tych domów to takie jakby hoteliki dla biednych psów, jest ich tam często więcej niż jeden ale warunki mają nieporównywalnie lepsze niż w schronisku... Zazwyczaj są traktowane jak normalne "swoje" psy dlatego prowadzenie takiego DT (w sumie chciałabym to robić ale nie mogłabym właśnie z tego względu) to wielkie emocjonalne obciążenie. Wiadomo, że chodzi o to by te psy znalazły swój własny dom, nie sposób jednak się z nimi nie związać, nie pokochać ich bo one tak bardzo przywiązują się nawet do tych tymczasowych właścicieli, że przy rozstaniu jest naprawdę ciężko. A wiadomo, nieograniczonej ilości psów nie można mieć... U nas Fletcher miał być takim "tymczasem" jednak kilka godzin zaledwie zabrało mi stwierdzenie, że jest nasz i nikomu go nie oddam. Tak samo stwierdzili Holly i Dingo - jego nowe psie rodzeństwo :-)
Sorry, że tak smęcę czasem o tych psach ale to moja wielka miłość i każda skrzywdzona psia dusza mnie baaardzo boli. Staram się jak mogę angażować we wszystkie akcje, marzę o wygranej w lotto - wtedy wielki dom z wielkim ogrodem, dużo psów i jeszcze więcej pomocy dla tych, których nie mogę wziąć do siebie. Ech, takie piątkowe marzenia...