Hej wieczorową porą!
Czasami jak tak czytam, ze leżycie to ciut zazdroszczę. Ja nie mam czasu. Ani w ciele ani w głowie. Mimo, że powinnam odpoczywać, "polegiwać", koniecznie trzymać nogi w górze itd. Ostatnio sobie próbowałam przypomnieć jak organizowaliśmy się z M, kiedy chodziliśmy do szkoły rodzenia. I wiecie co? Ledwo do mnie dotarło, że wtedy nie mieliśmy jeszcze dzieci. Że mieliśmy dużo czasu, ale prawie tego nie pamiętam. Nie pamiętam tego uczucia jak to jest nie mieć dzieci.
Violett - wiem co znaczy czekać na chłopa żeby móc z nim pogadać... Mój wraca w miarę wcześnie - ok 19.30, ale pomaga mi położyć spać dzieci i... siada do pracy. Często siedzi do 1-2 w nocy. Samotność taka jest wstrętna. Ja się łapie na tym, ze z dorosłymi prawie wcale już nie rozmawiam w ciągu dnia. Trzeci tydzień mam chore dzieciaki i wyjścia mamy ograniczone do minimum. Zresztą sama też się bujam z infekcją tyle czasu :-(.
Popatrzyłam sobie na Wasze suwaczki trochę zazdroszczę, ze tak blisko jesteście, a z drugiej strony się ciesze, ze mam nieco czasu, bo mnóstwo pracy mnie jeszcze przed porodem czeka.
Pozdrawiam serdecznie.