ankusch ale mnie ubawilas tymi haslami o rodzenstwie i diamencikach :-)
onanana wspolczuje problemow, na pewno dacie sobie rade wspierajac sie wzajemnie.
Moj T. to taki posredni przypadek, z jednej strony bardzo wspiera mnie psychicznie, zwlaszcza po tym jak okazalo sie ze Kinga jest chora byl nieoceniony, sama nie dalaby sobie z tym wszystkim rady, mowi mi jak docenia moja prace przy Kindze, ze jestem super mama i tym podobne, przy Kindze tez pomaga ale jak ma czas. Teraz przygotowuje sie do maratonu na maj, to codziennie musi isc przebiec swoj dystans, wyspac sie swoje po pracy, miec czas na dwie kawy (czytaj nie przeszkadzaj mu w tym czasie), jak zostanie mu jeszcze czas przed pojsciem do pracy to chwile sie zajmie Kinga. Chociaz raz jak zostal z nia sam - ja poszlam na silownie - to mial chrzest bojowy, bo okazalo sie ze woreczek przeciekl i musial sam wykapac Kinge (zawsze robimy to razem) a nastepnie sam zmienic woreczek, a to jest bardzo precyzyjna robota i jak Kinga sie kreci to do najlatwieszych nie nalezy ale dal rade i cholernie byl z siebie dumny. Ale to na tyle, jak ja jestem w domu, to ja jestem od wszystkiego. Jak ma dyzur w nocy na karmienia to wstaje tak podenerwowany ze az mnie cos bierze, Kinga pije wtedy niespokojnie bo przeciez czuje jego podenerwowanie, ale trudno, ja nie bede zawsze wstawac a on spac obok, zwlaszcza ze po nakarmieniu musze jeszcze mleko odciagnac, czyli kolejne pol godziny nie spie.
Wczoraj mielismy spotkanie z fizjo i logopeda, koncentrowalismy sie na Kingi piciu z butelki, bo Kinga ciagle nie potrafi calkowicie przycisnac ust do smoczka i czasami ulewa jej sie bokami, logopeda pokazywala nam w jakiej pozycji mamy ja karmic i kolejne spotkanie za tydzien zeby zobaczyc jak nam idzie a potem bedziemy jej dobierac smoczek bo ciagle uzywamy takiego dla wczesniakow ktory dostalam ze szpitala, potem zabierzemy sie za rehabilitacje ruchowa.
oczywiscie moj nie umial sobie poradzic z ta nowa pozycja i zaraz nerwy, ze to jest do du.., ze one nic nie wiedza, ze sie mleko leje, mala przy nim podenerwowana i tylko bylo coraz gorzej. A jak ja rano podeszlam do Kingi zeby ja nakarmic a ta obdarzyla mnie promiennym usmiechem to on oburzony ze ona tylko na mnie tak reaguje. Ale co tu sie dziwic, jest 12.55 a on jeszcze spi a wczoraj nie pracowal na noc.
No coz jakos musimy sobie z nimi dac rade.
Za to on dzis gotuje obiad.
No to ja tez dolozylam swoje 5 groszy do narzekan, teraz ide go budzic. ;-)
Udanego dnia Wam zycze i zdrowka dla wszystkich.