Kasiuchna- wszystkie tak mamy i wszystkie tak sie czujemy, kiedy sie uśmiechamy, to z drugiej strony pojawia się taki znak zapytania czy powinnam...ale Twoje Aniołki na pewno wolałyby widzieć mamę uśmiechnietą, wiem, ze to trudne i nie zawsze sie to udaje, ale z czasem jest troszkę lepiej...Powrót do pracy nie jest zły. Ja początek miałam gorszy, ale to tylko pare dni, u mnie wiele ludzi pytało, a tłumy przewijają sie codziennie, spora firma, po tygodniu sie uspokoiło i naprawdę jest mi dobrze, zajmuję czyms głowę i czas inaczej płynie. Ale wróciłam do pracy 6 tygodni po pogrzebie. Koleżanka powiedziała mi, ze "każde przeżycie, nawet to najcieższe jest nam do czegoś potrzebne"- nie wiem do czego, ale w swoim czasie każda z nas sie dowie. Nie oskarżaj siebie, bo nie ma w tym Twojej winy, kochałas synków, dałaś im zycie i miłość- najpiekniejsze co mogłaś dać. Każde życie ma sens- nie ważne ile trwa, kazde zycie niesie misję dla świata. -tak powtarzał mi profesor. Moje mysli też czasem krąża wokól kary i tego co źle zrobiłam, czym zasłużyłam. Ale spójrz z drugeij strony, Bóg wie, co jest najlepsze dla naszych dzieci. Przez prawie 6 tygodni napatrzyłam się na cierpienie mojego dziecka. Wole cierpieć ja, niż miałoby jego boleć. najgorsza jest bezradnosć, gdy nie możesz zrobić nic, aby pomóc swojemu dziecko. Bóg wie co robi, my cierpimy, ale tak widocznie było najlepiej dla naszych dzieci. Nic ich nie boli, są szczęśliwi.
Tekla- ja własnie kończę "Nowe oblicze Grey'a" na początku meża siostra mnie prawie zmusiła do przeczytania jak w ogóle nie miałam na to ochoty, ale nie mogłam spać, wiec coś robic musiałam...to przeczytałam i nie żałuję. Ale z drugiej strony patrząc inaczej napisana historia o miłości, scenariusz podobny, tylko otoczka inna....