Ja mam trochę inne doświadczenie jeśli chodzi o CC, bo pierwszy poród miałam mieć normalny - leżałam ze skurczami ponad 12 godz. Ale niestety dziecko nie chciało "schodzić". Samą operacje wspominam dobrze, choć byłam zupełnie nie przygotowana psychicznie. Mąż niestety nie mógł być na sali (chyba ogólnie w Polsce tak jest), ale był przy ważeniu i mierzeniu , potem odleciałam. Ale po 6 godz. byłam na nogach i naprawdę szybko doszłam do siebie.
Za drugim razem też czekałam na rozpoczęcie akcji porodowej , ale ze względu na krótki odstęp od poprzedniej operacji tez miałam cc. Tu byłam nastawiona optymistycznie, dziecko dostałam od razu po przewiezieniu na salę (bo byłam przytomna) ale nie mogłam się podnieść przez pierwszą dobę j ogólnie znacznie gorzej się czułam. Ale znów bez komplikacji.
Teraz w sumie nie wiem... Moi ginekolodzy zakładają ze jedyna opcja to cc. Ja może bym spróbowała porodu naturalnego, ale boję się że znów będę się męczyć 12 godzin i okaże się że znów dziecko nie będzie schodzić do porodu. Skoro dwa razy tak było to chyba coś jest na rzeczy...
Natka - ja też Ci szkole rodzenia bardzo polecam, faktycznie z ćwiczeniami skonsultowalabym się z ginekologiem, ale oddechu, teoria itp na pewno Ci się przyda.
A co do pomiarów to na NFZ jeszcze nie miałam, a prywatnie zależy od humoru lekarza ;-)