Dzięki dziewczyny, kochane jesteście:-) ale muszę się z tym sama uporać. Trochę mi lżej, bo powiedziałam mężowi, że nie cieszy mnie to, że mam Mikołaja. To znaczy cieszy, ale nie tak jak powinno. W Maję byłam zapatrzona jak w obrazek, godzinami mogłam patrzeć, karmić, tulić, całować. Mikołaj jest dwleki od tego. A co to dziecko winne? Kocham go, ale cieszy mnie gdy choć na 5 minut oddaję go mężowi lub odkładam do łóżeczka.
W ciąży już nie umiałam się nim cieszyć, bo ciągle się bałam. O niego, Maję, siebie. I chyba ten strach zrobił swoje.
Od wzoraj oczy właściwie ciągle zapuchnięte od płaczu, ale mąż się zainteresował moim stanem. Nawet zapytał czy chcę pójść do lekarza. Ale jeszcze nie, jeszcze spróbuję sama.
Przepraszam dziewczyny, że to piszę. Nie mam teraz z kim pogadać. Nie wiem czy ktokolwiek to zrozumie, pewnie usłyszałabym, że jestem głupia, bo mały jest śliczny i zdrowy, Maja też, więc o co mi chodz.
Maja wróciła z balu:-) zaraz będzie sprawozdanie:-)
Aaaaa, jakby któraś z was miała ochotę, to jutro znowu gotuję krem z brokuła:-) a dla córci rosołek:-)