czy dziś jest piątek 13.????bo patrząc na wydarzenia z dzisiejszego dnia to by pasowało.
Ale opisywac wszystkiego nie będę. Jestem cholernie zmęczona, więc chciałabym sie położyc wczesniej, choc nie wiem czy przy chorym dziecku to mi się uda.
Wkurzyły mnie dziś 4 kobiety!!!! pierwsza - moja znajoma, która ma córeczke młodsza o jakis miesiac od Stacha. Napisała mi sms-a, więc ja w odpowiedzi napomniałam, ze Stasiu goraczkuje i zaraz jedziemy do lekarza. Ja tu cała roztrzęsiona.....a ona mi wyjeżdza z tekstem: że mam strasznie chorowitego synka i że jakbym mu gotowała na bieżąco obiadki, a nie dawała pasteryzowane słoiki lub kupne - to miałby więcej witamin i by nie chorował, i jeszcze mnie pouczyła, zebym wyciskała dziecku soki na świeżo. No myślałam, ze ze złości rzucę tym telefonem. Ja tu zamartwiam sie o dziecko, a ona zamiast mi wspólczuc - napisac cos w tym stylu co moja inna kolezanka - że dzieci chorują i nic na to nie poradzimy, to mi dobija gwóźdz do trumny. To druga infekcja Stasia odkąd je słoiczki, nie jest stale chory. No nie wiem może ma rację, ale kurcze w mojej sytuacji nie jest tak łatwo codziennie ugotowac dziecku świeży obiad...eh

Druga wkurzyła mnie pielęgniarka w NOL. Jadę sobie do tej przychodni, w której zawsze był NOL, a tam zamknięta brama! dzięki temu, że wczesniej tam dzwoniłam, mialam zapisany w komórce numer, więc zadzwoniłam tam i pytam gdzie teraz są. Podaje mi adres, więc ja nie znając dobrze miasta pytam gdzie to jest dokładnie. to ta mi znów podaje adres, a ja na to, że nie znam dobrze miasta i zeby mi dokladnie wytłumaczyła, bo jestem w aucie, jade do nich z chorym dzieckiem i nie mam mozliwości spojrzenia na mapę. No to z wielką łaska wytłumaczyła mi, że za biedronką - jakby nie mogła tak od razu. A jak bylam na miejscu to okazalo sie, ze sobie gdzies polazła i kazałą na siebie sporo czekac.
Lekarka tez jakaś dziwna -mówię jej ile Stasiu wazy i pytam sie ile mam dawac dziecku leku, a ona mi pisze na kartce ile sie daje na 10 kg i kaze mi sobie przeliczyc tłumacząc, ze rodzice czekają na gotowca, a przeciez muszą sie sami tego nauczyc i ona zmusza rodziców do myślenia.wooooow
W efekcie było tak, że w domu z płaczącym Stachem na rękach, siedziałam nad ulotką i próbowałam przeliczyc ile musze dziecku podac leku, do tego dodali do butelki jakiś beznadziejny zakrapalacz - miałam zakroplic 38 kropli. Za pierwszym razem jak tylko ruszyłam łyżeczką -wylałam. Za drugim nie bylam pewna ile kropel puściłam. A to wszystko w akompaniamencie płaczu Stasia będącego stale na rękach. Maaaasakroza!
A czwarta - to farmaceutka w aptece - nie dośc, że musiałam zabrac ze sobą gorączkującego i marudzącego Stacha i nikt mnie nie przepuścił w kolejce to jeszcze ta ciiiiipa sprzedała mi za słabe czopiki, dla dziecka do 6 kg. Zobaczyłam to dopiero w domu - dobrze, że miałam syrop z parcetamolem, bo inaczej nie miałabym co podac dziecku, bo przeciez nie włożyłabym mu połtora czopka

soro on nie daje sobie nawet pół włożyc
To tyle - wyrzuciłam to z siebie - teraz mi lepiej ;-)
Boję się dzisiejszej nocy, mam nadzieję, ze spadnie ta cholerna gorączka. Mam dawac co 4 godziny na przemian paracetamol z nurofenem, ale jak nie bedzie spadac to moge co 3 godziny.
tylko rzuciałm okiem co napisałyście:
bra - zostaw to co masz na głowie - wyglądasz super w tej fryzurce i tym kolorze
jaipur - to makijaz permanentny??? musimy o tym pogadac, bo tez od pewnego czasu zastanawiam sie nad kreską na dolnej powiece.
u mnie z włosami to ciężki temat - myje je rano i potem układam, o ile mi syn na to pozwoli. Jeśli nie jest łaskawy dla mamy to wlosów nie umyję i pozniej chodzę jak taki żul - mimo, że nie mam ombre

i nie wiem co jeszcze....coś tam było o
stynie i o tusku - musze przeleciec te kilka stron wstecz
