Witajcie
oj dawno mnie nie było... Brak czasu na sen a co dopiero na neta... Jakaś taka niezorganizowana jestem chyba... Poczytałam Was trochę ale nic nie odpiszę bo nie do końca czuję się w temacie. Życzę dużo zdrówka.
U nas pada śnieg i to sypie tak, że może być rano problem z dotarciem na autobus, a to właśnie nim musimy się wybujać do niani. Młody o 6.30 jedzie do babci Ani-niani, a mama na 7.15 zapiernicza do roboty. Kończę pracę o 16 i o tej godzinie podjeżdża mój wielkolud pod pracę,robi babci papa i lecimy na busa do domu.
Teraz już śpi- przynajmniej mam taką nadzieję bo z sypialni żadne odgłosy nie dochodzą.
Trochę więcej czasu mam bo męża brak - już za nim tęsknię,ale wróci w piątek...
Co u nas - Tymek ma komplet zębów -to znaczy do czwórek wszystkie na miejscu białe i okazałe. Pięknie je szczotkuje a jak mu się nie chce o nadstawia pyszczek.
Przęłom października i listopada spędziliśmy w szpitalu. Mały dzień po szczepieniu dostał w autobusie siedząc sobie w wózku drgawek gorączkowych. Ja o mało na zawał nie zeszłam bo strasznie to wyglądało. Przestał oddychać cały posiniał i się telepał, autobus dojechał do przystanku i dopiero tam udało mi się go trochę rozebrać i wrócił oddech. Pogotowie nie chciało przyjechać- a dodzwonić próbowały się w ogóle 4 osoby a jak już odebrano to pani nie chciała wysłać karetki. Ktoś tam w końcu fachowym językiem jej nagadał z ludzi na ulicy co i jak i przyjęła zgłoszenie. Masakra jakaś... Wzięli nas do szpitala - wysiadłam z karetki z małym rozlewającym się na rękach z torebką i wózkiem pod pachą i w dodatku z powodu remontu musiałam się tak sama wtelepać na 3 piętro na oddział. PIer... wózek na podłoge na korytarzu i z małym do zabiegowego. Odzyskał przytomność dopiero podczas badania w szpitalu totalnie zdezorientowany. Porobili badania, wydali diagnozę i zalecili dwie doby obserwacji. w trzecią dobę był już inny lekarz i stwierdził odwodnienie co dla mnie było totalną bzdurą bo mały był cały czas na kroplówkach i wypijał więcej picia niż zawsze bo na oddziale strasznie gorąco - raczej przypuszczam, że na kase polecieli bo wzięłam płatną jedynkę... Czwartego dnia wymęczyłam wypis bo na korytarzu wśród mamuś usłyszałam że biegunka zaczęła szaleć. Przyjechaliśmy do dou wszytsko niby ok, aż tu w nocy fontanna z łóżeczka. Wszystko orzygane łącznie ze mną... i tak razem sobie wymiotowaliśmy a tata tylko wymieniał pościel i ręczniki... Rano do pediatry bo do szpitala nie miałam zamiaru wracać. Nasz pediatra bardzo w porządku i skwitował, że dobrze że wyszliśmy bo w szpitalu by nam Rota wpisali w karte i dwa tygodnie nie wypuścili a nie daj jeszcze czymś zarazili. Także jeliówka gratis wyniesiona ze szpitala. Dwa tygodnie zwolnienia w domu na antybiotykach i młody jak nowy na szczęście. Za to ja się międzyczasie przeziębiłam i do tej pory się wyleczyć nie mogę

Dobrze, że to ostatnie szczepienie do piątego roku życia bo po tych przeżyciach i wspaniałych powikłaniach poszczepiennych nie wiem czy zdecydowałabym się na kolejne szczepienie.
Wspomnienia ze szpitala okropne... Teraz w domku dochodzimy do siebie i zaczynamy przygotowania przedświąteczne.
Co u mnie- mąż w delegacji, ja przeziębiona już 3 miesiąc- kaszle smarkam i nic nie pomaga lekarz nie da mi antybiotyku bo gorączki brak i tylko scorbolamid przepisuje - tle to ja sama mogę sobie kupić... W sierpniu zmieniłam pracę - na cały etat i już nie w sklepie w galerii - teraz od pon do pt w stałych godzinach.

Mamy nianię wytypowaną z castingów z ogłoszenia. Szukanie było mozolne ale się opłaciło.
Jak mi się coś przypomni to jeszcze napiszę.
Męża brak na włościach więc najbliższe dni nie gotuję tylko do rodziców na obiad będę podjeżdżać.
Oby śnieg przestał padać, bo z tego naszego zadu..ia nie będziemy się mieli jak wykaraskać... ahhh zima...