Witajcie bb-babki,
Basiek - ja trochę odpuściłam, bo widziałam, że głową muru nie przebiję.... doszło do tego, że Zosia wchodząc do teściów idzie do dziaka i woła ciacho, bo zawsze dostaje. Przeforsowałam tylko, że sa to biszkopty. Teściowa trochę zrozumiała, ale teść jest niereformowalny - nie raz atmosfera się podgrzewała, gdy nagle Zośce do buzi wkładał czekoladę (sam z siebie - dobry dziadek, nie dlatego, że mała wołała). Fakt, że sama tez jej daję słodycze - jak jemy ciasto, czy jakieś ciacho, ale pilnuję, żeby zjadła trochę, a nie ile tylko da radę... w domu jak schowam i powiem, że wystarczy i czy chce jabłko, nie mam problemu, bo z reguły zadowoli się tym jabłkiem, ale w gościach, gdy stoi na stole, nie jest łatwo. Moja mama kupuje małej paluszki Juniorki, za którymi Zochna szaleje. Choć tego też nie powinna jeść w hurtowych ilościach...
najgorzej, że od dawna nie chce pić wody, a tak się starałam ją tego nauczyć jak była mała... może teraz, gdy jest ciepło, polubi...
a co do jedzenia ogółem, to mała uwielbia chleb i ziemniaki i najchętniej jadłaby chleb bez obkładu i w obiedzie ziemniaki i mięso - a warzywka nie... no i kiełbasa albo jajecznica zawsze jest chętnie przyjęta. I jak tu urozmaicić menu... moge tylko przemycać warzywka zmiksowane w zupie
futrzaczku - i jak Szymuś??
ja do końca tygodnia zastępuję koleżankę i biegam między dwoma stanowiskami. Chwilami szał, ale teraz mam chwilkę dla Was
jolek - małe kulinarne grzeszki od czasu do czasu nie zaszkodzą, a nie dadzą Ci tak odczuć, że musisz tylu rzeczy sobie odmawiać przez chorobę.