katasza - fajnie, ze sie udalo. Moj tez idzie do zlobka, ale od stycznia - na razie do prywatnego, ale w kwietniu skladamy papiery do państwowego i mam nadzieje, że od września juz tam pójdzie - znaczna roznica finansowa. I nie uwazam, że mama wracajaca do pracy jest wyrodna matką - bo idzie do pracy po to, by zarobic pieniądze, skądinąd niezbędne do funkcjonowania w tym świecie, w ktorym temu dziecku przyszło żyć. Jak ktos ma bogatego męża, to jasne, ze latwiej zostac w domu - ale moze to moj wiek, albo jakas karma - wiecie ile ja mam znajomych po rozwodach, ktore zostały z dzieckiem/dziećmi i maja zerowe pojęcie skad wziać pieniądze na utrzymanie. Wlasnie w sobotę sie dowiedzialam, ze moj kolega z klasy wyprowadzil sie od zony bo sie zakochał w koleżance z pracy. I Paulina ma dwie córeczki i zero pojęcia co dalej.
Nie kraczę, ale mnie trafia jak słysze wokol, ze jak to tak, do żłobka i do pracy idziesz?? Ano tak - mam dziecko i musze podejmować trudne wybory, nawet jak nie sa one w danym momencie najlepsze dla dziecka. czyszczenia nosa tez nie lubi, ale czyszczę.
Ja to w ogóle dziwna jestem, bo wolalabym, by maly byl caly czas w żłobku a nie tak w kratkę babcia/żłobek, bo nie wiem jak ona sobie poradzi z dzieckiem, ktorego w ogole nie zna, a w żłobku jednak cos sie tam znaja i na pewno mi go nie rozpieszcza. Ale ze wzgledu na zacieśnianie rodzinnych więzi zgodzilismy sie na babcię, tylko pod warunkiem, że bedzie ona u nas, a nie mały do niej.