CO ZA DZIEŃ !!!!!!!!!!
Pisałam wam z rana że ide sie przespac po nieprzespanej całej nocy... tak g ó w n o pospałam. Moje dziecko zemdlało 2 razy, nie reagował na mój głos gałki oczne przewracały mu sie do góry. Ja tak ryczałam.........Zadzwoniliśmy na pogotowie momentalnie, nie wiedziałam co mówić jak bym dostała jakiegoś szoku.... mąż zabrał mi telefon i mowi na spokojnie co sie dzieje, ledwo nie odłożył słuchawki pogotowie było już u nas w domu, JA W PIŻAMIE WSIADŁAM DO KARETKI !!!!!!!!!!!! nie potrafiłam sobie przypomniec kiedy Michaś sie urodził. Trzymali nas cały dzien w spzitalu, dostaliśmy osobna sale... i co chwile przychodziła to inna i go badała i mierzyła temperaturę prawie 42 stopnie za pierwszym razem, podłączyli mu do nogi jakiś sprzęcior ktore coś tam sprawdzało (chyba przepływ krwi) !!!! dostał lek PARACETAMOL (żaaaaaal w ogóle) ja m krzycze dajcie mu kroplówke. Po 50 min. temperatuta spadła do 40 stopni i kazali czekac równe 3 godziny by podać kolejny lek przeciwgorączkowy, dali mu po tych 3 godzinach NUROFEN, temperatura nadal sie utrzymywała.... potem dostał kolejny lek i gdy spadła temperatura do 38 tak moglismy wyjść do domu....;/ nie przepisali nam zadnych lekow na biegunke, na wymioty NIc wypuścili nas do domu bez niczego. Michał cały ten szpital spał, wymiotował i biegunkował. Jestesmy już w domu powiedzieli ze tak bedzie mu sie jeszcze utrzymywać do 48 godzin, jak mu nie przejdzie jednak to zeby przyjechać po raz kolejny. Od 2 dni nic nie jadłam, nic nie piłam do tego WODY MI ODCHODZĄ dzwoniłam do położnej oczywiście "pełen luz nic sie nie trzeba przejmować" ich zdaniem... powiedziała ze jeżeli nie mam bóli to nic sie nie dzieje że to wcale mogą nie byc wody płodowe tylko z nerwów... a że wody mogą odchodzić nawet 3 tygodnie do czasu porodu ! 3 wkładki miałam mokre i po tym stwierdziłam że cos jest nie tak. CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA PIZZE KTÓRA MA BYC PODOBNO ZA 15 MINUT. Przepraszam was dziewczyny ale wieczorem was przeczytam, bo nie mam sił teraz.