U mnie można się domyślić, gdzie będę

Kurcze, M. mi mówił, że były komplikacje przy cc, zresztą sama zauważyłam, że coś przy długo to trwało, ale nie mówił o co chodziło. Okazało się, że po poprzedniej cesarce zostały takie zrosty, do tego jakieś cuda z pęcherzem, że trzeba było mnie naprawiać. No i wczoraj hematokryt 7, ja nieprzytomna, wstać nie mogę no i przetaczanie krwi, cuda, wianki, jednym słowem masakra. No, ale dziś ze mną już względnie dobrze, to jak na złość Zośka mi żółknie, ale mam nadzieję, że nie pójdzie to dalej.
A korzystając, że już piszę, to życzę wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku. Niech w się spełniają marzenia.