No jestem. Mam nadzieję, że nie zapeszę, ale chyba oba potwory zasnęły. Zośka walczy ze snem jak lwica. Obtrąbiła dwa cycochy i spać ni chu chu, ale jakoś chyba się udało.
Popołudniem mnie zmęczenie zmogło, a jak się ocknęłam, to M. z Fifiastym właśnie wychodzili na salę zabaw a Zosia spała. Udało mi się chwilkę odsapnąć, bardziej psychicznie, a na wieczór znów niespodzianki. Mam nadzieję, że w nocy troszkę mi się uda pospać, a rano i tak się zwlec muszę wyprawić chłopaków na basen.
A dziś dzwoni telefon. Zazwyczaj nie odbieram nieznanych, ale M. przechwycił i odebrał. Dzwoni położna i chce ze mną rozmawiać. No to ok. Myślałam, że to z przychodni, bo szpital miał zgłosić, ale nie. To prywatna położna, której podobno szpital zgłosił, że urodziłam i że nasza przychodnia była nieczynna i ona mi proponuje zapisanie się do niej. Ale, ja mówię, że przychodnia już działa i ja mam swoją położną, nie potrzebuję innej i z jakiej racji ona ma moje dane. Cisza. Dzwonię potem do przychodni, a oni zdziwieni. Jedyne wytłumaczenie, szpital lub ktoś ze szpitala udostępnia nasze dane i potem jesteśmy nagabywani przez takie oto osoby.