Ja nie wiem jak rozwiążemy sprawę porodu. Rodzinny obowiązkowo, ale z kim zostawić Julka? Hmmm... mama i teściowa 400 km od nas. Obie pracują. Niania może. Na czas samego porodu. A potem raczej mąż trochę pourlopuje ze mną w domu.
Co do poprzedniego porodu, każdemu takiego życzę. Skurcze od ok 10, ale lekkie, że nie miałam pewności czy to poród. Zdążyliśmy pójść na spacer, zjeść świąteczny obiad (Niedziela Wielkanocna). Chciałam pójść na 18 do kościoła, ale od ok 16 zaczęło się znacznie przyspieszać. O 18 dotarliśmy do szpitala, a o 20.05 Julek był z nami. Na izbie przyjęć badanie wykazało 3 cm rozwarcia, a jak się przebrałam i dotarłam na porodówkę było 9. Tylko teraz mąż się boi, że nie zdąży mnie dowieźć do szpitala.
Nie było znieczulenia, dziecko sprawia, że w momencie o wszystkim się zapomina. Gojenie trochę boli, ale można to łagodzić (kółko do siadania, tantum rosa do podmywania). Luzik dziewczyny, a jak będzie źle zawsze można wziąć znieczulenie. Moja koleżanka po znieczuleniu nie wyczuła, że już rodzi i dzidzia pcha się na świat.