Magdalena, jestem tłumaczką z/na angielski i praca, o której pisałam, to próbka tłumaczenia dla nowego klienta, któremu zostałam polecona przez innego dawnego klienta, i któremu najwyraźniej bardzo się spodobał mój "produkt". Takie słowa uznania są dla mnie zawsze bardzo miłe i równie istotne co pieniądze za pracę (oj lubię jak mnie chwalą, a każdą uwagę negatywną przeżywam w duchu przynajmniej przez pół roku ;-)). Wprawdzie ciężko będzie z czasem itd bo nowy projekt jest duży i dość ambitny, ale słowa uznania dodały mi skrzydeł i zachęciły do pracy (jak również to, że klient zgodził się na bardzo przyzwoitą stawkę ;-)). Zajmuję się tym od ok. 8-9 lat i bardzo lubię swoją pracę, chociaż często narzekam na to, że mam zbyt mało czasu, ale jednak nie wyobrażam sobie zrezygnować (no, tym razem wykorzystam macierzyński, przynajmniej takie mam założenie, bo przy Maksiu przerwa była tylko niecałe półtora miesiąca a potem zaczęłam troszkę tłumaczyć, gdy spał. Chociaż mój mąż się śmieje, że chodzę i narzekam, ale jestem typową pracoholiczką więc jak mówi z dzieckiem przy cycu będę siedzieć przy kompie - mam nadzieję, że tak źle nie będzie).
Oj to się rozpisałam.
Idę spać bo mi się już nie chce pracować.
Ach Magdalena, ja też muszę męża przyzwyczaić do moich samotnych wyjść... raz na jakiś czas... myślę że gdy tylko wrócimy w nasze rodzinne okolice, to będzie mi się bardziej chciało wypuścić raz na jakiś czas samej z domu - spotkać z koleżanką, itd.