Madzia, zauważyłam że wielu lekarzy idzie na łatwiznę. U mnie to zawsze było tak: piąta infekcja E.coli w ciąży i komentarz "oj to niedobrze, no ale co zrobić, musi pani brać anytbiotyk, pani jest bardziej podatna na infekcje bo miała pani kiedyś operację układu moczowego". Bardzo logicznie to brzmiało, brałam 5. antybiotyk w ciąży. Stan zapalny skóry "niech pani smaruje sudocremem" (pomogło jak jasna cholera, zrobiło się oczywiście o wiele gorzej!), "no ja nie wiem co pani jest, musi się pani przemęczyć". Pani dermatolog w szpitalu po porodzie też nie wiedziała skąd stan zapalny i w końcu po kilku miesiącach przeszło samo.
Dopiero teraz mam przytomną lekarkę, która jakoś widzi, że z tym wszystkim można skutecznie walczyć!
Większość lekarzy jest moim zdaniem niestety dość obojętnie nastawionych do pacjentów. Na każdą infekcję antybiotyk (nieważne że sami mówią że sprawa wirusowa, i tak antybiotyk przepiszą) i tyle. Dlatego warto szukać, zmieniać, próbować znaleźć przytomnych, którzy przynajmniej nie szkodzą.... Ostatnio po naszych chorobach (moich, Maksa), jak i po chorobie i śmierci teściowej normalnie szlag mnie trafia na lekarzy (większość) i widzę że pacjent MUSI się sam dokształcać, szukać informacji i kwestionować to co mu mówi lekarz....