reklama

mamusie grudniowe:)

reklama
Ja będąc w Polsce pewnie myślałabym inaczej,kierowałabym się zarobkami,może sytuacja w jakiej bym była.Ale będąc tu w Anglii nie mogę narzekać co prawda u nas pracuje narazie tylko mąż ale muszę przyznać że ma bardzo ale to na prawde bardzo dobrze płatna pracę i dlatego jesteśmy w stanie będąc tu w Anglii odłożyć jakiekolwiek pieniądze na mieszkanie.W takim czy bądz razie u nas o kredycie nie ma mowy,dla nas to koszmar.A poza tym co to za sens żeby zaciągnąć kredyt na ileś tam lat,kupić mieszkanie i w nim nie zamieszkać tylko wynająć,dla mnie to brzmi dziwnie,bo my dążymy do tego aby kupić mieszkanko i w nim zamieszkać od samego początku.
 
Sory Aga ale za cholere Cie nie rozumiem. Co za roznica kto przed Toba mieszka w mieszkaniu? Czy je wynajmujesz czy nie. No chyba ze nowe chcesz kupic i byc pierwszym lokatorem. A kredyty teraz sa elastyczne i mozesz splacic duzo wczesniej jesli masz przyplyw gotowki.
 
Agnieszka punkt widzenia zalezy od punktu lezenia. Bo oczywiscie, sa ludzie co maja gdzie mieszkac ( rodzice, mieszkanie po babci, emigracja) kupuja i wynajmuja. I ja to jak najbardziej popieram. Kredyt sie sam splaca. Ale sa tez tacy co biora kredyt zeby miec gdzie mieszkac. Bo my np. pobralibysmy sie z mezem i co? Mialabym wynajmowac i placic komus do kieszeni jak te sama kwote odprowadzam do banku za swoje? Mieszkac katem u rodzicow przez nascie lat zanim uzbieram kase? Nie wspomne o tym, ze kasa odkladana do kieszeni czy skerpety traci na wartosci. Bo teraz 100000 to jest powiedzmy cos, a za piec lat jak tak dalej pojdzie bedzie tyle kosztowal np. 10 letni samochod.Juz raz tak Pl bylo, ze za spozywke placilo sie w tysiacach. A mieszkania nie traca na wartosci, teraz moze jest chwilowy zastoj, ale mieszkanie zawsze bedzie miec wieksza wartosc jak kasa w skarpecie. My z mezem rzucilismy sie na poczatku malzenstwa na wielki ( jak na tamte czasy i nasze mozliwosci) kredyt 100000 zeta. Wtedy za to kupilismy mieszkanie 3 pokojowe, nowe od dewelopera w jednej z najdrozszych dzielnic Wroclawia. Po 3 latach sprzedalismy je za kilkaset procent wiecej. Popatrz 3 lata i za 100000 nie kupilabym nic. Dzieki kredytowi, pozniejszej sprzedazy mieszkania mam dom tez oczywiscie wsparty kredytem. Ale gdybym teraz ten dom sprzedala, splacila kredyt to dalej mi zostaje duza kwota. Wystarczajaca na pewno na mieszkanie. Moj czysty zysk. A zaczynalismy od 5 tys zeta w kieszeni i kredytu. I nikt w zyciu mi nie powie, ze taka kwote przez 7 lat bym odlozyla.
Tak wiec wszystko ma plusy i minusy.
Ja jestem zwolenniczka kredytow, ale wszystko rozsadnie. Bo banki mamia ludzi a pozniej jest tragedia ze splacaniem, niestety.

A ja dalej sie mecze z okiem. Juz przeszlo tydzien.
 
nonek za 5 lat 100000 bedzie kosztowal 10 letni samochod?? mysle ze wtedy to beda o wiele bardziej smieszne pieniadze to tak jak ze sprzetem komputerowym, kiedys laptopy byly bardzo drogie i malo kto mogl sobie nan nie pozwolic, a teraz w media markt juz od 1000 mozna dostac to co 5 lat temu kosztowalo 5000,
 
reklama
Agaton ja dalam tylko taki przyklad. Chodzi mi o to, ze teraz taka kwota to jest cos, a za 5 lat to bedzie nic. A w skarpecie czy kieszeni pieniadze nie procentuja, nie waloryzuja sie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry