Hej hej,
Podpieram oczy zapałkami... przez to pisanie doktoratu odpuściłam sobie spanie w dzień i po 5-6 godzinnej "nocy" trochę padłam.
Mały ma tryb nażerania się na maksa między 17 a 20 (dojada z 6 razy przed nocą, robi kupy w kółko itd), więc uwieszony mnie. Drugi po żłobku owszem również pro mama. Więc lawiruję jedną ręką, karmiąc, coby jeden drugiego nie zmiażdżył. Trochę zaraz będę wyglądać jak Papaj. ;-) Oboje zasypiają ok. 20:00 równocześnie za to

Maciek śpi do ok. 1, potem następna pobudka o 5 i tyle. Czyli nie najgorzej. Mogłabym do 9 sobie spać, gdyby nie Piotruś, który 5:30 wstaje

Po czym dwie godziny "wyprawiania" taty do pracy, potwora do żłobka, śniadania itd. No a o 9 mały gnom ma drugą fazę pt jem-kupa następne 2-3 godziny.
O tyle fajnie, że w sumie dość się już ustabilizował z godzinami karmienia i praktycznie są podobne, więc można cokolwiek zaplanować.
Zazdroszczę Istebnej :-) Fajnie wam :-) Ja się piszę na następny zlot czarownic.
