Och, pingwinek - biedna Sarenka:-(
Nie wmawiaj sobie że źle zrobiłaś nie zostawiając Sary w szpitalu.
Jeśli dajesz radę sama, to w szpitalu lepiej by nie pomogli.
Moja Nat jak miała roczek, miała zapalenie płuc i duszności i lekarz u którego byliśmy prywatnie (były ordynator oddziału dziecięcego w naszym szpitalu) od razu mówił, że jeśli mamy sobie nie poradzić to kieruje małą do szpitala, a jeśli zachowamy zimną krew to damy radę.
Daliśmy, leki+ inhalacje, + wziewy itp - Nat do tej pory jeśli ma przeziębienie to astma daje się we znaki ale odpukać zawsze bez szpitala.
Ze mną moi rodzice też mieli masakrę - sama pamiętam okropne duszności (też mam astmę mimo że o tym zapominam;-)) i przede wszystkich brak leków na to - 30 lat temu astma i alergia była kosmosem;-) i daliśmy radę bez szpitala.
I - to właśnie, co
Miłka mówi - mi najbardziej pomagały pobyty sanatoryjne.
Dowiedz się co i jak, bardzo prosto podobno załatwić sanatorium, z tego co wiem ty też masz czas na to by z Sarenką pojechać... A jeśli lekarka wypisze i Mercuni skierowanie na cokolwiek - masz szansę z obiema dziewczynkami wyjazdu na co najmniej 3 tyg płacąc za siebie niewielkie pieniądze. (Ja się dowiadywałam i jak najbardziej z moimi, ale ja ze względu na pracę nie mam szans zostawić wszystko na 3-4 tyg...:-()
A sanatorium czyni cuda, serio
