Hej
Katjuszkooo - szkoda że tak wyszło z tym chodzikiem

Uparte to Twoje dziecię. Ciekawe po kim ma charakterek
Marcia - naprawdę nie mogę wyjść z podziwu nad postępami Ignasia. Dużo małych dzieci i u rodziny i znajomych, ale pierwsze słyszę, żeby maluch tak szybko się do chodzenia zabrał

Ewidentnie gdzieś mu się śpieszy
Agunia - 40-60 minut na karmienie

Chyba bym się poddała, wyszła z założenia że przecież kiedyś jeść zacznie, siadła i doiła to wino np przed telewizorem. Moja jak zrobi dwie minuty przerwy, które poświęca na zdłubanie skarpet z nóg i usiłowanie wetknięcia mi ich do buzi to mnie już trafia.
Niektóre z was to chyba świętymi zostaną jak już dzieci odchowają

A jak Julkowi żebro czy golonka smakuje, to jak domowe i nie na piwie robione do dawaj po trochu. Emma je nawet żeberka robione w z marynacie azjatyckiej: chili sos, tamaryndowiec, sos sojowy i inne wynalazki i jet w porządku

Tylko oczywiście podane z umiarem, swój obiad je pierwszy a od nas ma po prostu trochę na zmianę smaku

A co do kaszek i grudek, lej tylko po trochu mleka tak żeby taka bardzo gęsta pasta wyszła na początek, dużo lepiej się rozciera, i dopiero potem dolej mleka tyle ile potrzebujesz. Pomaga
Truskawkowa - jak tylko masz taką potrzebę to żal się ile wlezie. Nie zawsze jest różowo, a wiadomo jak dzieciaczki ciągle chore to człowiek może się załamać. Z samą chorobą nie pomożemy ale wsparcie moralne masz zapewnione
Milenko - w Irlandii to znowu przeginają w drugą stronę. Ja rozumiem, że dziecka nie powinno się przegrzewać, że powinno się je hartować, ale chyba ja i moi znajomi Polacy mamy odmienne zdanie co to znaczy od większości irlandzkich rodzin. Bo sorry ale jak widzę matkę czy ojca w grubej kurtce, szaliku i czapce a dziecko w samej bluzeczce czy sweterku, fioletowe z zimna i zasmarkane to nie ogarniam. Dziecku niby nie zimno jak na polu niby jest +5 stopni ale wiatr wieje taki że łeb chce urwać?
Dla mnie podstawa ubrania to czapka i szalik (chronimy zatoki i gardło), i tak jak ty Milenko ubieram tylko rajtki i spodenki, bluzeczka + kurtka z polarkiem i tyle. W wózku kocyk do okrycia stóp i jedziemy na spacer. Jak bardzo wieje to zakładam ochraniacz na wózek, wolę go niż kolejne warstwy ciuchów.
A z odpornością jest jak z d**ą każdy ma swoją. Jedno dziecko złapie wszystko i wszędzie niezależnie od pogody, drugie jest zdrowe jak ryba.
Mój brat miał astmę i był wiecznie chory jako dziecko, ja nie chorowałam wogóle.
A w Irlandii dość dużo dzieci chorują tylko tutaj nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Normalnie jest oddawanie obsmarkanych dzieci do przedszkola, dzieci wymiotujących bo załapały "vomit bug", i tak tu jest.
Ale przyznam że przydałby się niezły mróz, nawet tutaj bo też by powymrażało trochę dziadostwa.