Agunia ja Cię doskonale rozumiem. Jak mam gdzieś iść to od razu apap łykam, bo wiem, że z nerwów mnie głowa rozboli. Bo będzie marudzenie, wycie itp. Do znajomych mających dzieci wolę nie chodzić, bo jak widzę dziecko siedzące pół godziny w jednym miejscu to mnie potem to gnębi tydzień. To samo szwagier i szwgierka - oni mają to zmulone dziecko które niby dobrze się rozwija, a jest tak spokojne i niekomunikatywne, że szok. Będzie siedziała na kolanach czy w bujaczku godzinę i może po godzinie mruknie a może nie.. Nigdy, ale to nigdy moje dziecko nie przesiedziało tyle

I jak to widzę to potem mnie rozpacz ogarnia.
Ponadto nie jestem jej w stanie zostawić na dłużej, bo trzy i pół godziny w zeszłą sobotę skutkowały tym, że nie odkleiła się ode mnie przez pół dnia potem. Dosłownie. Nie byłam jej w stanie nigdzie posadzić ani odłożyć bo wyła i robiła się purpurowa.
Milenko zazdroszczę resetu
Mandziolina chyba u Oliwii też nie ma ząbka. Cieszcie się, bo podobno im później tym będą zdrowsze
Właśnie Mika kiedy lecisz?
Madzik gratulacje pierwszych kroków

super
Auylia przypomnij się dzień przed pieczeniem szarlotki następnej to wrzucę przepis, bo teraz za bardzo czasu niet

pyszna jest, ale niestety trochę się ją dłużej robi niż sypaną ;-)
Mika może F też od razu postanowi chodzić. K na brzuch jak się przewróci to momentalnie jest upsss coś nie halo.. wracamy... No i nie wiem co z tym jej chodzeniem, bo zapiernicza jak mały samochodzik, a wszedzie piszą, żeby nie chodzić z dzieckiem.. tylko kurna co ja mam zrobić? zostawić niech się zawyje
W ogóle to czytałam wczoraj różne opinie o kaszkach..wyszło na to, że kaszki to zło, m.in dlatego, że glukozę bardzo podnoszą.. Czy któraś z Was jest mądrzejsza w tej kwestii i coś ciekawego powie? K je na śniadanie i na kolację i czasem jej dosypię w ciągu dnia, bo skoro nic innego nie chce to myślałam, że kaszka lepsza niż nic.. A to co obecnie je, to 1/3 słoiczka zupki przemyconej w mleku na dwa razy, bo jak wrzuce na raz to nie zje bo od razu wyczuje

około połowy małego deserku

i żółtko przemycone w mleku śniadaniowym, bo inaczej też się nie tknie.. No i w ciągu dnia dostaje gotowane z warzywami mięsko i warzywa które przeżuwa i wypluwa (mam nadzieję, że cokolwiek połyka) oraz owoce/ warzywa do rączki też przeżute i wyplute. Także Viltutti Twój problem z podawaniem leków to wygląda jak mój problem z karmieniem czymkolwiek :-(
Poza tym znowu mnie jakiś dół łapie, bo pranie, sprzątanie, zakupy, zero czasu dla siebie ponad to gdy muszę siedzieć z młodą jak śpi.. czyli wtedy coś przeczytam, czy obejrzę, ale szczerze to mam już tego po dziurki w nosie..
tak.. znowu wylałam Wam żale.. Przepraszam, ale nie mam komu

Udanej niedzieli Wszystkim :-)