Co do porodu w domu to bałabym się. Ja miałam szybki poród, 6 rano odeszły wody, 8 zaczęły się skurcze, 10 zaczęły się parte. Ale co z tego skoro po 1,5 h partych dziecko jak było cm od wyjścia tak było, a skurcze osłabły?Dostałam oksytocynę, nacieli mnie i jakoś urodziłam.
Położne bywały różne, jedne super inne mniej. I tak pamiętam najbardziej komentarze wszystkich (położnej, lekarza), że oni tu wód płodowych nie widzą, wiec raczej nie rodzę (a ja sobie mślałam, że skoro wypłynęły to jak mają tam być). No nic zobaczymy jak będzie tym razem.
Tylko, że ja panicznie boję się szpitala i złego traktowania. Tyle się nasłuchałam o tym, że kobiety w trakcie porodu kompletnie nie mają intymności, co chwile wchodzi jakiś kolejny lekarz i ustala swoje zasady według jego "widzimisię". Przebija się pęcherz płodowy, żeby przyspieszyć akcję. Do tego ten ciągły stres, że lekarzowi coś nie pasuje. Do tego zawsze na koniec trzeba się kłaść na płasko z nogami w górze. Ja naprawdę nie mam nic do samego szpitala. Po prostu nie chcę być traktowana jak przedmiot. Chciałabym sama, na spokojnie dać sobie czas, aby to wszystko szło moim tempem. Chcę mieć nad tym pełną kontrolę, aby to natura kreowała mój poród, a nie lekarz któremu się nie chce czekać. Dlatego potrzebuję zaufanej położnej. Nie wykluczam porodu w szpitalu. Ale chciałabym mieć stuprocentową pewność, że będę się tam czuła szanowana i traktowana z godnością. Wcześniej myślałam, że boję się samego porodu. Ale jak poczytałam na ten temat wiele artykułów i wspomnień z porodów innych kobiet, to uświadomiłam sobie, że panicznie boję się stresu w trakcie porodu, że lekarz będzie nieprzyjemny, zamiast pomóc. Nie mam zaufania do lekarzy. Już tyle razy się na nich zawiodłam. To jest w końcu ich praca. Dla nich to kolejna rodząca kobieta. A dla mnie to najważniejsza chwila w moim życiu. Chciałabym mieć wpływ na to jak będę rodzić, mieć wsparcie w moim ukochanym mężczyźnie i mieć pełną świadomość, że to mój wielki wyczyn. Chcę czuć, że rodzę to maleństwo - dar dla mojego mężczyzny i moje ciało i natura wie co robi. I nie chcę, żeby ktoś inny decydował o tym jak mam rodzić, w jakim tempie, żeby mnie ktokolwiek stresował. Tak aby to wszystko przebiegało naturalnie, wśród ludzi do których mam pełne zaufanie, zachowując swoją intymność. To wszystko. Dlatego właśnie pomyślałam o porodzie w domu. Nie jestem jeszcze do tego w pełni przekonana. Ale myśl o złym traktowaniu w szpitalu paraliżuje mnie do tego stopnia, że nie jestem stanie myśleć o porodzie. Bardzo się boję. Mimo, że to dopiero początek ciąży i mamy jeszcze bardzo dużo czasu. Sądzę, że i tak każda z nas myśli już o porodzie. Szczególnie jeśli to jest pierwsze dziecko. To taki strach przed nieznanym. A ja chciałabym mieć tą świadomość, że osobom, które będą asystować przy moim porodzie będę mogła w pełni zaufać. W tedy będę dużo spokojniejsza. Dlatego chciałabym już zorientować się gdzie szukać dobrej położnej.
Ufff... Rozpisałam się. Ale siedziało to we mnie od dawna. Przynajmniej się wygadałam
-----------------------------------------------------------------
Jak wczoraj czułyście się? Mnie zaczęła boleć głowa przed tą burzą u nas w Opolu. Śmieję się, że jestem chodzącym barometrem
I jeszcze jedno mam do was pytanie. Jestem ciekawa czy macie mężów, czy jesteście samotne, albo z w stałym związku bez ślubu?
U mnie to jest tak, że moim facetem od dawna myśleliśmy o dziecku, ale chcieliśmy zacząć się starać dopiero w przyszłym roku. Nie jesteśmy jeszcze małżeństwem. Na razie jeszcze czekam na pierścionek

Mieszkamy razem już trzy lata i znamy się jak łyse konie. On bardzo się cieszy na dzieciątko, ale wiem, że to wszystko na niego spadło tak nagle. Ma teraz dużo obowiązków. A niestety jest leniuchem i po pracy uwielbia spędzać całe dnie przy komputerze. Chciałabym żeby wiele zadań w domu wykonywał lepiej i chętniej. Może macie jakieś sposoby na motywowanie swoich mężczyzn?