Dobra, kolejna próba. Jak mnie znów wywali, żegnam się z kompem na dziś.

Witam was ciepło lekko poirytowana złośliwością neta

Więc już skracam swoje wypowiedzi, co by zdążyć. Tak więc, jeśli chodzi o mieszkanie, które oglądaliśmy wczoraj, to jest całkiem fajne. Są 4 pokoje, w jednym jest kominek i balkon

Ogólnie nam się podoba. Mankamentem jest póki co podwórko, bo jest przeraźliwie zaniedbane i zarośnięte, no i co za tym idzie mało bezpieczne. Ale jak się je ogarnie, będzie całkiem znośnie. Dziwi mnie to trochę, bo niby ktoś mieszka na dole, jakaś rodzina (to mieszkanie "nasze" jest na 1 piętrze, wejście osobne po schodach z zewnątrz). Tylko tak mieszka - nie mieszka, nie dba, dziwne to

No, ale, zobaczymy. Póki co, M. po niedzieli ma ustalić jakie byłyby realne co miesięczne koszty. Jeśli będą się mieścić w granicach naszych możliwości, to chyba się zdecydujemy. Póki co, się zastanawiamy, bo to już nie jest centrum, jak tutaj. Stąd mam wszędzie blisko, co dla mnie w ob. sytuacji jest komfortowe. Do sklepów itp. mam parę kroków, więc nawet na raty mogę sobie zakupy robić, czy wyjść z małą na plac zabaw koło bloków. Ten dom jest trochę na obrzeżu miasta, w sieci uliczek, więc na piechtę to już jest konkretny "spacer". Do przedszkola też kawałek, a tu 2 bloki dalej. No i się bijemy z myślami. Po tych oględzinach miałam robić kiszone ogórki w słoiki (mam 8kg), ale pojechaliśmy "na chwilę" do mojej kumpeli, żeby jej ciuszki po mojej Idce zawieźć i zeszło się na do późnego wieczora. Okazało się, że zaplanowali ognisko i się załapaliśmy. A dziś trochę pospałam, potem trza było z małą plac zabaw zaliczyć, no i zaraz muszę iść się zmierzyć z tymi ogórkami. A najchętniej poszłabym spać, bo duchota straszna i się jakoś szaro - buro zrobiło
