Witam się i ja w ten paskudny deszczowy poranek.
Niestety, muszę się dziś wykulać z domu do p. Krysi na Chopina, żeby dokończyć zapisanie się do niej. Wczoraj zaczęliśmy w końcu szkołę rodzenia. Prowadzi Regina. Wszystkie ciężarówki są po 30 tc, a jedna nawet w 35 tc. Kurs ma trwać 6 tygodni. Także, jeśli Johny wytrzyma u mnie do końca, to na ostanie spotkanie możliwe, że pojedziemy już z torbą do szpitala

. W sumie to pod koniec ma być spotkanie mam i teściowych z psychologiem, który ma im uświadomić, że zmieniło się podejście do opieki nad dzieckiem od czasów ich porodów

. Ja wolałabym, żeby zamiast mamy i teściowej, poszedł na to spotkanie mój teść, bo on wciąż nam swoje teorie nt. opieki nad dzieckiem wygłasza

. Dostaliśmy od Reginy (kazała do siebie mówić na ty) listę rzeczy, które powinny znaleźć się w torbie do szpitala (może komuś się przyda):
"- karta ciąży, oryginalny wynik grupy krwi, książeczka ubezpieczeniowa (pieczątka ważna przez miesiąc), dowód osobisty;
- szlafrok, kapcie, klapki pod prysznic, koszula głęboko rozpinana z przodu, przybory toaletowe, ręcznik;
- stanik laktacyjny, majtki siatkowe (3 pary), wkładki laktacyjne;
- jednorazowe podkłady na łóżko (3 sztuki);
- płyn do higieny intymnej o neutralnym ph lub szare mydło do mycia rany po porodzie;
- woda niegazowana do picia (dobra jest mała butelka z "dzióbkiem"), czekolada
- w automacie przy porodówce zakupić proszę fartuch ochronny (5 zł) i ochraniacze na obuwie (1 zł) - automat nie wydaje reszty;
- aparat fotograficzny;
i ...dobry humor!!!"
Dobra, na razie lecę, bo w końcu się spóźnię do p. Krysi. Resztę napiszę, jak wrócę.