hej dziewczyny i dzieciaczki
tak po krótce - jesteśmy w domku i dochodzimy do siebie, - malutka o dziwo i póki co i tfu tfu razy tysiąc by nie zapeszyć grzeczniutka, je, śpi i muszę ją nawet wybudzać w nocy, bo by spała - ale muszę, by jadłą i choć dobiła do tych 3kg.
Z porodem to na grupie opiszę co i jak - w każdym bądź razie tylko jedna myśl pozwoliła mi jakoś to przejść, to to, że ja wiedziałam, że rodzę i że wszystko zrobię by malutkiej się nic nie stało...a najbardziej bolały mnie słowa i czyny co niektórych lekarzy i położnych - m.in. "no no paliło sie papieroski co????" na kwestię małej wagi na USG... przy drugim podejśćiu na porodówkę - " no bo tej Pani to się ZACHCIAŁO rodzić tak samo jak pierwsze, a przecież może pocierpieć i jeszcze poczekać".....więc....ech dużo, dużo opowiadać
Z tego wszystkiego jak się tylko urodziła szybciutko ją zabrali na intensywny noworodkowy - że nawet źle podali mi jej wagę i wzrost
ale wszytko w jak najlepszym porządku



Bartuś - Bartuś przyjął siostrzyczkę wydaje mi się bardzo pozytywnie

w pierwszy dzień chciał ją już nakarmić makaronem
no ale wie, że malutka pije mleczko z cycusia, że trzeba przewinąć, chce mi bardzo pomagać - więc nie opędzam go - na ile może niech pomaga
Jak chciał ją wziąć na ręce zawołał mnie, więc naprawdę widzę, że miał styczność z maluszkami w klubiku - i jak śpi to sam siebie uspokaja hehe, że ciiiiiiii teraz dzidziuś śpi
pocieszny jest i jakiś taki mega dorosły mi się wydał po powrocie, - a stęskniony za mną niesamowicie....w końcu prawie tydzień mnie nie było...A co do podobieństwa to w sumie tylko usta mają podobne
Alusia jest czarna jak smoła - ma włoski ciemniusieńkie, a Bartuń to blondynek
sorki, że tak bez ładu i składu
ale na ile mi dzieciaczki pozwoliły to piszę
bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i za przekazywanie info - szczególnie Vii i Katorybie
no i sorki, za niektóre pesymistyczne wizje....bo miałam moment, że wychodzę ze szpitala i jadę - albo Sulechów, albo Żary....ale...powstrzymała mnie ta moja mała kruszynka
tak po krótce - jesteśmy w domku i dochodzimy do siebie, - malutka o dziwo i póki co i tfu tfu razy tysiąc by nie zapeszyć grzeczniutka, je, śpi i muszę ją nawet wybudzać w nocy, bo by spała - ale muszę, by jadłą i choć dobiła do tych 3kg.
Z porodem to na grupie opiszę co i jak - w każdym bądź razie tylko jedna myśl pozwoliła mi jakoś to przejść, to to, że ja wiedziałam, że rodzę i że wszystko zrobię by malutkiej się nic nie stało...a najbardziej bolały mnie słowa i czyny co niektórych lekarzy i położnych - m.in. "no no paliło sie papieroski co????" na kwestię małej wagi na USG... przy drugim podejśćiu na porodówkę - " no bo tej Pani to się ZACHCIAŁO rodzić tak samo jak pierwsze, a przecież może pocierpieć i jeszcze poczekać".....więc....ech dużo, dużo opowiadać
Bartuś - Bartuś przyjął siostrzyczkę wydaje mi się bardzo pozytywnie
sorki, że tak bez ładu i składu
bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i za przekazywanie info - szczególnie Vii i Katorybie
Bo u nas to jak która w szpitalu wyląduje - to reszta kciuki trzyma:-)