Katoryba - jesteście mega wielcy!!! za decyzję o zasypianiu....i widzę, że idzie "książkowo"

jak już postanowione to klapka zamknięta, bo się tylko Bolciowi namiesza w głowie....ja jak w dzień byłam z Bartuniem, to nie podchodziłam przez te przepisowe minuty do niego, On ryczał jak opętany. Jak już odpowiedni czas następował, to podchodziłam, pocieszałam, jak się uspokoił - odkładałam spowrotem do łóżeczka i tak w kółko...ale nie wychodziłam z pokoju, śpiewałam i gapiłam się w okno;/ po dwóch dniach chyba płakał o wiele krócej i szybciorem zasypiał. Najgorsze przeprawy były jednak wieczorem i w nocy - tutaj tatuś pomógł jak już pisałam...Ale nie zrezygnowałam z karmień w nocy - zrobiliśmy to tak, że na początku jak się obudził w nocy to normalnie karmienie, odkładanie do łóżeczka - ale jak mi usnął przy cycu, Mirek go lekko rozbudzał - i to On przejmował ster, ryk taki - że łoooo...ale sukcesywnie w mairę tego jak bardziej zasypiał, zmalała mu ilość karmień w nocy!!!!jak już miał te 5m-cy to zasypiał sam w naszej obecności, ale karmienie gdzieś między 20a21 i potem dopiero ok.4rano i spanie do 7-8...cyrki ze spaniem znów się zaczęły jak miał gdzieś 7-8m-cy, kiedy to się zbiegło i jego większe przemieszczanie się, wstawanie w łózeczku, siadanie, raczkowanie i niestety ząbki! I tak jak było w miarę wyprosotowane wszystko, tak znów wszystko się rozregulowało - bo np zasypiał i budził się po 40-45 min (w książce jest łądnie to opisane - te 45 min to jakieś przejście między głębokim snem a płytkim...) i wtedy nic nie pomawygało! ani utulenie, ani cycuś, ani śpiewanie, smyranie - no i ból od ząbków...ech jak sobie przypomnę to szok...ale na nowo zastosowaliśmy metodę nauki spania - ale wtedy już szło dużo oporniej, mały wstawał w łóżeczku, nie umiał się uspokoić - wył tak na stojąco itd - znów M najlepiej sobie poradził...bo ja już nie mogłam;/ ...nie wiem, może to moje odczucie, ale najlepiej jest uczyć takie maluszki, które już są zainteresowane światem, umieją juz zabawić się zabawkami itd - pomijając noworodki i tak gdzieś do 3go miesiąca życia - później jest ciężej jak dziecko już wstaje, rozumie więcej i ma kryzys związany z rozłąką - jakoś niby do 8go miesiąca nie bardzo czuje, że mama wychodzi i może nie wróci (tak myślą dzieci, nie rozumieją, że mama wychodzi na chwilkę - dla nich to abstrakcja i jak mama znika to myślą, że na zawsze...)...nie wiem sama, ale naprawdę dzieci robią sobie różne nawyki, rytuały, które pomagają im zasnąć - jeśli jest to kołysanie, ssanie cyca, jeżdzenie w wózku, w aucie...to ciężko jest to zmienić - bo dla nich tak było "od zawsze" a "Oni" czyli my chcemy to zmienić! warto dać dziecku jakąś maskotkę, pieluszkę, kocyk....u nas się nie sprawdziło, bo zamiast pomóć Bartuch zaczynał się bawić i zamiast spania była zabawa z przytulanką...
u mnie oko jeszcze większa bania niż wczoraj;/
o opłatach nic nie mówię, bo tu i kredyt jeden, drugi, auto również - dziecko w wieku przedszkolnym + niemowlę....no cóż...taka Polska właśnie!mialam pisać co było w pracy...umowa gotowa do podpisania, zero negocjacji, zero rozmowy - albo się godzę, albo nie...zostałam podstawiona pod ścianą i poczułam się jak jakiś głupek;/ szefowa wyrafinowana nie powiem kto;/ ja naprawdę nie wiem, czemu się tak traktuje kobiety - niby wszystko robione w białych rękawiczkach, pod przykrywką prawa itd - ale jasno się nam daje do zrozumienia, że jak się babo zdecydowałaś na dom i rodzinę, to albo się wykastruj za przeproszeniem, albo siedź w domu, hoduj krowę i kurki to jakoś wyżyjesz;/ takie mam wrażenie...po tym co jeszcze Katorybę spotkało to już w ogóle.......tylko gdzieś opisać - ale gdzie i co to w sumie da???????
a jak tam zawalka????????
ps
Bartuś dostał się do przedszkola!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!