Hej, haj, helloł :-)
Wróciliśmy do domu! Pełen wzruszeń był ten weekend, przez cały ślub miałam łzy w oczach, przypominałam sobie Ten Nasz Dzień... A to już dwa latka miną w sierpniu... Weselicho udane, mimo, że byłam kierowcą (z wyboru); pozwoliłam sobie na lampkę szampana i małego drinka na początku, by uczcić dzień. Wytańcowałam się, nogi bolą do teraz. Matka-Polka zapomniała jak to jest mieć buty na wysokiej szpilce

Panna Młoda dała jednak przykład wygodnictwa i latała na boso

Moja szalona baba!!! W domu byliśmy po 3... Wstępnie wstałam o 8, po godzince padłam jeszcze na trochę, ostatecznie o 11 wstaliśmy.
Na poprawiny pojechaliśmy z L., orkiestra (czyt. głośna muzyka) nie zyskała jej aprobaty, usnęła na rękach hehehe
Dziadkowie wzorowo zajęli się pannicą, choć nockę przeżyli na czuwaniu

Obudziła się o 3, bo M. zapalił światło w korytarzu i trzasnął drzwiami

A o 5 zachciało jej się gadać, a dziadek chętnie włączył się w dyskusję :-)
W drodze powrotnej miałam przyjemność (serio! pierwszy raz) być zatrzymana - do kontroli trzeźwości

Ale se dmuchnęłam hihihi
Po płaczliwo-krzykliwych bojach, Leniucha odleciała o 20, ufff...
Beti - ja polecam Tawernę Grecką Akropol na Sikorskiego, ładnie tam, jest taras, plac zabaw, kilka ścieżek do spacerowania. Obsługa OK, fajne chłopaki ;-) Miło się załatwia sprawy. Cena wyjściowa 60 zł, pokażą Ci kartkę z rozpisanym menu; można modyfikować ;-)