Kochane
Dziękuję Wam za wsparcie, trzymanie kciuków i dopytywanie się o mnie... Miło się człowiekowi robi na duszy:-)
Urodziłam Patryka 5 czerwca o 18:04 siłami natury. 9 pkt za zielonkawy kolor - chyba dlatego, że owinięty był pępowiną ale już po chwili dostał 10pkt
Ważył 3330g a długości mi nie podali. Dziś położna była i zmierzyła - ma 51cm a waga na dziś to 3085g.
Skarbek urodził się 12 dni po terminie i nie miał zamiaru wyjść

Zapodali mi dwukrotnie żel po którym miałam skurcze co 5 minut, ale rozwarcie po 24 godzinach było zaledwie na 2 palce! Rano 5go nie miałam już na nic sił po tych skurczach. Przysypiałam pomiędzy nimi ze zmęczenia, więc Epidural był dla mnie wybawieniem. Potem przebicie wód płodowych, pushing nic nie dał przez 1,5 godz! Główka raz się nawet cofnęła. Jak przyszło dwóch lekarzy to wiedziałam już co się zapowiada... (czyt.komplikacje) Podpisałam z przerażeniem zgodę na cc. Ale lekarz powiedział, że najpierw spróbują pomóc ssawką. Na sali operacyjnej już miałam takiego stracha i tyle sił ale 3 próby nie pomogły. Rozcięli mnie i uprzedzili, że robią cc jeżeli się nie uda. Ale udało się

Łzy popłynęły mi ciurkiem na widok syna i że koniec porodu zakończony sukcesem
Gratuluję wszystkim mamusiom, których porody ominęłam w czasie mojej nieobecności. Postów to raczej nie nadrobię..ale znając mnie pewnie dam radę i poczytam ale w dłuuuuższym czasie. Buziaki dla Was wszystkich :-)