Sama stosuję metodę: nauczysz się na błędach, ale to do pewnego stopnia. Skaczesz na kanapie - spadniesz i się uderzysz. Ale np. nie stosuję metody: włożysz palec do kontaktu, to cię prąd pierdyknie. Chce sobie biegać na placu zabaw, niech biega - najwyżej się przewróci. Jednak nie pozwalam mojemu dziecku, żeby latało samopas w miejscach niebezpiecznych czy sklepach/flohmarktach itp. Po pierwsze - nie każdemu to pasuje i ja to szanuję, po drugie może zrobić krzywdę sobie jak i innym, po trzecie nie brakuje odpaleńców, któzy są chętni na przygarnięcie dziecka bez opieki. I przede wszystkim uczę go od małego, że nie robimy innym tego, czego sami byśmy nie chcieli doświadczyć. Jak raz usłyszałam na placu zabaw matkę mówiącą do dziecka "Jak ci nie chce dać zabawki, to mu ją wyrwij" (dodam, że to była zabawka innego dziecka), to mnie się słabo robi. Jak można takich rzeczy dziecka uczyć? A później dziw, że złodziejstwo się szerzy. Eryk wie, że nie musi się dzielić zabawkami, ale może jeśli chce, że czasem lepiej dać komuś się pobawić, a samemu przy tym zdobyć nowego kolegę. Ale też, żeby pytać, czy może się pobawić i oddawać, kiedy ktoś chce zwrotu swojej rzeczy.
Nie wiem, mnie tak kiedyś wychowywali i dobrze mi się z tym żyje. A teraz to jakaś masakra, mali egoiści swojego nie dadzą, a przy okazji zabiorą innym i jeszcze przyłożą z piąstki jak chce się swoją rzecz zabrać. Masakra.
Anitaka dawaj fotkę
