Mala czarownica - a dokąd się przeprowadzacie, mam nadzieję, że gdzieś niedaleko... ja oczywiście zawsze chętna na spotkanko, musimy się jakoś umówić... Tylko jak na złość teraz walczę z choróbskiem, mam nadzieję, że mi szybko przejdzie, bo się uduszę tym kaszlem...
Ja jestem tu od roku, ale jakoś nie wpadlam na to, żeby zobaczyć czy jest tu ktoś z Anglii, dopiero niedawno mnie tknęło, bo zbliża się nieciekawa pora roku i każda nowa twarz mile widziana, hehehe, bo co niby robić w deszcz i wietrzycho? A jeszcze jak Miśka ma towarzystwo, to już w ogóle super. Powiem szczerze, że żyje nam się tu dość dobrze, tylko brakuje przyjaciół i rodziny, ciężko tak siedzieć w domu z córcią i patrzeć w ściany, bo nawet najlepsze zabawy w końcu się nudzą... Mój mąż pracuje, co prawda weekendy ma wolne i to już super, ale w tygodniu, zwłaszcza jak leje, to jest już mało ciekawie. Szczególnie, że brzusio mam już jak baniaczek i jak mam jechać na tańce z Miśką, to na samą myśl o godzinnych podrygach mnie coś dziwnego stopuje, hahaha, chyba się leniwa zrobiłam...