rzeczywiscie Mala walczyla o zycie bo Oni jej te wode z pluc odciågac musieli i tlen podawac, sama tlenu dostarczala sobie niewiele ponad 50% wiec trzeba bylo podlåczyc pod rurki.. ja zobaczylam Jå dopiero po 4h, lezalam tam sama na stole bo polozne lataly po pokojach do innych porodow, a Jorgeir tylko kursowal miedzy Malå a mnå.. kryzys to byl straszny. ja poplakiwalam, On zresztå tez choc staral sie nie i twardo trzymal i wciåz uspakajal ze bedzie dobrze i ze ja musze wierzyc bo jak nie to i On przestanie i sie zalamie..tak sobie mysle ze gdyby nie te komplikacje z malå to moze i bym zapomniala o tym calym procesie bo wymeczylysmy sie masakrycznie..
..zaczne od poczåtku..
..tego wieczoru poszlam z kolezankå na kolacje. droga dosc dluga, z gorki pod gorke, nie wspomne ze w drodze powrotnej zachcialo mi sie kupe (normalnie juz prawie bylam gotowa zrobic to na srodku drogi!!) wiec koncowke troszke podbieglam..smialam sie ze po tym wszystkim to na pewno w nocy urodze.. do lozka poszlam ok. 00:30 a pierwsze skupcze obudzily o 02:40. odszedl czop ale nie wody, zadzwonilam po poloznå, przyjechala, zbadala, potrwierdzila ze sie zaczelo. skurcze regularne choc nie takie mocne co 6-7min wiec zapadla decyzja ze jedziemy juz samochodem do szpitala. po drodze bylo dosc ok, tyle ze w jednej miejscowosci to myslalam ze juz zaczelam rodzic.. Jorgeir wyciågal mnie z samochodu i prawie niosl do toalety a ja plakalam z bølu..jak sie okazalo to chyba przez pelen pecherz.. dojechalismy do szpitala ok.9 rano..do pokoju. ok.12:00 dostalam akupunkture w celu odpoczecia. 5igiel i zasnelam na 2h. potem dalej to samo, skurcze regularne i tak do 17:00. wtedy poszlismy do drugiej czesci szpitala do kiosku cos zjesc i zaczelo sie.. skurcze z mocniejsze z roznorodnå czestotliwoscia.. zanim wrocilismy na oddzial minela godzina, na støl i okazalo sie ze sie wkoncu rozwarlo do prawie 4cm (wczesniej caly czas 2cm). pierwsze co dostalam gaz. kurcze zadzialalo! ale mialam jazdeczke!

) normalnie czasy szkoly sredniej i studiow sie przypomnialy! i az sie wesolo w pokoju zrobilo!!

ale tak sie dobrze zaciågala ze po20min zzielenialam i powiedzialam ze mam dosyc! no to wtedy nastepny sposob na usmierzenie bølu - 4igly z zimnå wodå w okolice krzyza. dalam sobie wbic 3 i pøl bo bolalo bardziej niz te skurcze!! potem FENTANYL (przez wentyl wpuszczany regularnie jakis srodek)..tez nawet dzialal bo przestalam przy skurczach krzyczec tylko z bølu jeczalam..i tak do ok. 23:00 kiedy powiedzialam juz ze nie wytrzymam i chce epidural (polozna nie dawala sie za bardzo wczesniej na to namowic)..niestety sprawdzila a tam juz rozwarcie na ok.9,5cm. wiec za pozno. polozna zlamala (?) mi wody i heja zaczelo sie. niestety bylam juz na tyle wymeczona ze proby parcia nieszly za bardzo pomyslnie..dostalam jakis hormon na wzmocnienie skurczy ale to spowodowalo jedynie mocniejszy bol a nie dodanie sil.. parlam ok.2,5h. az w koncu ok.01:54 w nocy z wt/sr urodzilam Jå - Naszå cøreczke Emme..
Jorgeir byl wspanialy, caly czas dla mnie i przy mnie, przy kazdym skurczu..nie wyobrazam sobie przejsc przez to wszystko gdyby Jego tam nie bylo.. normalnie bym sie zalamala!! w innym wejsciu napisze Wam cos wiecej... z cøruni bylismy zaskoczeni bo przeciez wszyscy wrozyli Nam chlopaka, choc w glebi duszy chyba czulismy pismo nosem!

) radosc nasza byla wielka, nestety chwilowa.. ale wszystko bardzo dobrze sie skonczylo, jestesmy juz sobie razem we trojke,szczesliwi w domku..
ps. Izus, Agatko.. odpisze bezposrednio do Was ale moze jutro. ja mam teraz naprawde niewiele czasu..na szczescie dosc duzo sil choc czuje ze jestem juz wymeczona..duzo sie codziennie dzieje. no i Ci wszyscy goscie. a w niedziele przyjezdzajå rodzice.. juz nawet z tego wzgledu nie za bardzo mi do smiechu bo chcialabym chyba odetchnåc, pobyc sama.. dzisiaj jeszcze czeka mnie kåpanie siebie i Malej, karmienie i odciaganie.. buziaczki dla Was i spokojnej nocki.. dbnoc..