Bachuta w sumie wazne jest jaki byl porod. ja mialam porod marzenie. zero komplikacji. nawet boli krzyzowych nie mialam. wlasciwie od kiedy zaczelo mnie konkretnie bolec do momentu kiedy Teos byl na zewnatrz minely niecale 2h. jak na to spojrzec obiektywnie to moj M mogl miec mile wspomnienia.
natomiast ja sie przyznaje bez bicia, ze naleze do osob, ktore nie potrafia sie delektowac cierpieniem, nawet jesli konczy sie ono takim cudem jak dziecko. nie jest to dla mnie mistyczne przezycie. mam niski prog bolu. wiec pomimo, ze moj porod byl idealny to nie mam checi tego powtarzac. dla mnie bol to bol i tyle.
jesli juz cos moge wspominac pozytywnie to wlasnie to, ze M przy mnie byl. ze dzieki niemu mialam maske z gazem do samiutkiego konca. ze nie ruszyl sie ode mnie na krok. dal mi to czego najbardziej potrzebowalam. wsparcie i wiare we mnie. to niewatpliwie jest przezycie, ktore cementuje zwiazek. taka jedyna w swoim rodzaju proba.
oststnio kolezanka mi opowiadala jakie teksty maz jej sasiadki jej sadzil podcas porodu: " nie jecz tak. trzeci raz rodzisz chyba juz wiesz co robic?" oraz "chcialas dziecko to teraz musisz urodzic".
no zabilabym za takie cos w takim momencie!!!!!
mysle, e na podobne "wsparcie" moglabym liczyc ze strony mojego exa gdyby nie byl exem i udal sie ze mna rodzic. doprawdy, wolalabym byc tam sama.