Nie dziwi mnie to - instruktorzy czują się odpowiedzialni za grupę i bardzo dobrze. Jeśli ktoś nie miał szkolenia z prowadzenia kobiet w ciąży to może się czuć niepewnie mając taką osobę na sali, jak najbardziej to rozumiem.
Tym bardziej, że ludzie są też różni, akurat nie z ciążą ale z pewnym schorzeniem kręgosłupa trafiła mi się kiedyś kobieta, która w trakcie zajęć zrobiła mi awanturę, że nie dostosowywuję wszystkich ćwiczeń pod nią. Oczekiwała treningu personalnego na zajęciach grupowych :/. A ile się tedy stresu najadłam bo nie wiedziałam jak zareagować.
Inna sprawa: jeśli coś się stanie podczas zajęć, jeśli np. kobieta dostanie plamienia albo (odpukać) straci ciążę to będzie szukała winnego. Może tutaj wśród nas to się wydaje abstrakcyjne, bo większość wie, jakie mogą być przyczyny poronień (albo inaczej: nawet nie musi być przyczyny i to się zdarza nawet w zdrowych ciążach, nawet w takich, gdzie kobieta od początku leży, i nie zawsze mamy na to wpływ, a czasem robienie wszystkiego co się da i tak ciąży nie uratuje). Ale wiele kobiet będzie chciało szukać winnego no i albo instruktor albo klub „oberwie”.
Trochę mam wrażenie że poronienia to temat tabu, dopóki tutaj nie trafiłam nie wiedziałam nawet, że realnie problem dotyka tak wielu kobiet - a w moim otoczeniu nikt o tym nie mówi. Więc nic dziwnego, że potem pojawiają się takie reakcje...