EDIT:
Asco, zdążyłam umieścić posta i przeczytałam Twojego! Grunt to wiedzieć, kiedy o kogo zapytać ;-)
Jestem, melduję się! Już po urlopie :-( Mieliśmy spokojnie wracać dzisiaj, ale wczoraj o 13.00 M. dostał telefon, że jest na gwałt potrzebny w pracy, bo inaczej kontrakt, który pieczołowicie dopinał przez ostatni miesiąc pójdzie się j...bać. Wystarczyło, że kilka dni go nie było, wrrrr! O 14.00 już wyjechaliśmy, jeszcze aura na podróże taka, że odechciewało się wszystkiego. Przez jakieś 60 km jechaliśmy jakimiś pipidówkami w takiej mgle, że ja jechałam wychylona przez otwarte na maksa okno i mówiłam, czy już zahaczamy pobocze. Nic nie było widać!!! W międzyczasie zadzwonił mój prezes i wykrzyczał mi, że on mi jutro cały dział zwolni, bo go tak #$%@##$%!!! No to co było robić? Dziś od rana M. do pracy zabijać winnych i ratować co się da, a ja w tym samym celu do siebie. Ledwo do domu dopełzłam, a taki dym w robocie zrobiłam, że szkoda gadać. Bo to jest k...wa paranoja, żeby dorosłych ludzi nie można zostawić na kilka dni i jechać spokojnie na urlop! Wszyscy brali 2 tygodniowe urlopy, zasuwałam za siebie i za nich i słowem się nie odzywałam. A mi dzisiaj gówniara asystentka wyjechała, że jej prezes pod moją nieobecność dorzucił jakąś rzecz do roboty, jakby miała mało swojej pracy. A jak normalnie mnie to dowali, to jest ok?! To ja przez idiotkę mam wracać z urlopu wcześniej, bo nie potrafi się ogarnąć?! Wrrrr!!!!!!!! Już miałam ochotę dzwonić do prezesa, że nie musi mi działu zwalniać, bo sama to za chwilę zrobię! I jeszcze nie skończyłam się ciskać i wściekać i rozstawiać towarzystwa po kątach, a tu chłopak do mnie podchodzi z wnioskiem urlopowym na jutro "bo musi w czymś ważnym dziewczynie swojej pomóc" i żebym mu podpisała. Normalnie mistrz wyczucia chwili!!!
Ufff, zeszło trochę ze mnie! Sorki, musiałam się wyżalić, bo bym wybuchła!
Papcia! 100 LAT!!!!!!!! 100 LAT!!!!!!!!
Harsha, piękne te szarości na ściany!
Jeżeli to jest coś w tym stylu, jak na zdjęciu poniżej, to bomba w odbiorze w całym pomieszczeniu. Szary, ale nie zimny i na dodatek działa jakoś tak kojąco, uspokajająco.
Scarletka, fajnego masz modela!!! Pozuje aż miło!
Madzik, obrusik w czerwieni makowej (takiej ciepłej, nie idącej w karmin) albo w intensywnym oranżu.
A my przekombinowaliśmy z łóżkiem, buuuu!!!!!!! Jest śliczne, nadal nam się podoba i po spędzeniu na nim drugiej nocy upewniamy się, że wygodne, ale...
Chcieliśmy łóżko niskie, bo zaparliśmy się na naprawdę duże, a baliśmy się, że takie normalnej wysokości za bardzo nam przytłoczy pokój, zdominuje go. I szukaliśmy niskiego. 2 razy zamówienie zmienialiśmy, aż w końcu - to jest to! No i po wstawieniu do sypialni... łóżko okazało się futonowate. Za niskie jest. Póki co to nam nie przeszkadza, ale za chwilę brzuch będzie duży i ciężko mi się będzie podnosić. No i potem, jak będę chciała czasami młodą położyć, to nie będzie to najwygodniejsze dla moich plecków.


Na zdjęciu chyba tego tak nie widać, ale muszę coś wykombinować!!! Mam nadzieję, że da się dołożyć nóżki, bo inaczej będę maksymalnie zła na siebie. Stara, a głupia!!! A nie kupię przecież zaraz nowego, bo ledwo za to wybuliliśmy :-( Brakuje tylko, żeby mi koty zaczęły masakrować skórę, którą jest obite, a się zapłaczę. Już i tak moja matka skomentowała: biała skóra i dziecko - grunt to optymizm, prawda córeczko? Wrrr!!!!