Ufffff, i po imprezowej niedzieli. Nakarmiłam młodą (175 ml!!!!! dotychczasowy absolutny rekord!!!!!!), tatuś usypia, a ja na kanapie daję odpocząć bolącym pleckom.
Dzisiaj były chrzciny siostrzeńca M. i mieliśmy wprawkę przed przyszłotygodniowymi chrzcinami Stellki. W kościele Stellka chyba wyczuła powagę miejsca, bo poza puszczeniem mega głośnego bąka zachowywała się z godnością jak dama. Trochę kimała, a przez resztę czasu podziwiała witraże. A poza tym był ubaw, bo pojechaliśmy na chrzest siostrzeńca, a załapaliśmy się jeszcze na chrzest synka kuzyna M. - okazało się, że był w tym samym czasie! I w ogóle pierwszy raz widziałam prawdziwy chrzcielny supermarket

, bo nie wiem jak inaczej nazwać chrzest na 18 dzieciaczków

. Kolejka do chrzcielnicy jak w PRLu za mięsem.
A na samej imprezie przyszywana babcia, czyli żona teścia postanowiła nam pomóc i udowodnić, że nawet nasze dziecko nie wymaga cały czas uwagi i że ona ma swoje sposoby i nas nauczy. Miałam prawdziwą nadzieję! Niestety - Stellson odporna, żeby nie powiedzieć oporna. Ale co ją dziadek wynosił na rąsiach, to nasze. Po raz pierwszy od bardzo dawna zjedliśmy z M. jednocześnie obiad i jeszcze wypiliśmy na spokojnie potem kawę

!!! Prawdziwy luksus. Poczułam się jak na randce.
Baaardzo przydała nam się nasza chusta bez wiązania, którą kupiłam dzięki Konci, bo wkleiła kiedyś do niej linka. Tania i Stellka ją lubi. I zrobiła prawdziwą furrorę wśród starszych członkiń rodziny, że wreszcie matki poszły po rozum do głowy i noszą dzieciaki, jak to się dawniej robiło, hihi.
Vetka,
Ola - ja wiem, że Stellka nas totalnie terroryzuje i trzeba ją uczyć samodzielności. I próbujemy. Tylko strasznie opornie to idzie. Ona jest strasznie uparta. Ale trafiła kosa na kamień. Ja też jestem uparta i nie ustaję w próbach. W końcu musi się udać!!! Bo musi, prawda?
Marta, nie ma tak dobrze, że teściowa będzie Stellce przetwory robić. Stellka może się najwyżej przeszkolić u zdolnej teściowej i sama Pablowi robić :-)
Papcia, powiedz co się nie przydało u Leny, to porównamy listy niepotrzebnych zakupów :-)
U nas z rzeczy absolutnie zbędnych lub nietrafionych to wanienka (ale to ewenement), wszystkie ciuszki w rozmiarze na 0-3 miesiąca zapinane na pleckach, pajacyki z klapką na dupce zapinaną z tyłu, milion typów drogich butelek: typu breast-flow (za ciężko z nich się piło), Tomee Tippee (zalewała się z nich i zasysał się do środka smoczek) - tylko po to, żeby pokochać zwykłe Canpole, no i @#%^!& hamaczek, który znienawidziła od samiuteńkiego początku.