Rany, co się dzieje?! 2 godziny i żadnego wpisu?! Gdzie wszystkie Marcjanki wymiotło? Chyba, że wszystkie czują się nie bardzo, jak ja i grzecznie leżą...
Jakiś dzisiaj dzień z tego co czytam pawiowy. Kilka z nas zaliczyło to zoologiczne spotkanie. A ja, jak pawiki ostatnimi czasy mam po południu, tak dzisiaj i ranek powitałam nad klo i po powrocie z pracy biłam pokłony przed muszlą. Na dodatek po raz pierwszy w ciąży mam taki naprawdę napięty brzuch, normalnie twardy jak skała i aż mnie boli. A jak na złość nie mam No-spy, bo może by coś pomogła.
Jeszcze niepotrzebnie zabrałam się za gotowanie barszczu w ilości pół-hurtowej, bo mnie naszło znowu. A poza tym dowiedziałam się, że moja asystentka Ślązaczka nie jadła jeszcze nigdy ani żurku, ani barszczu białego! Nie wiem, jak się mogła tak uchować, ale postanowiłam ją doedukować w tej kwestii. A jak już mam dla jednej przynieść, to i dla całego działu trzeba. Barszcz wyszedł pycha, ale się umordowałam i teraz leżę. Oj stara baba a głupia!