Ufff, wróciłam. O 5 rano pobudka, po synka 170 km (3 godz.w jedną stronę), wiekie powitanie i powrót. Jejciu, jak młody mnie zaskoczył. Tydzień poza domem BEZ TELEFONU i wtulił się we mnie przy wszystkich. Nie chciał puścić.

Suuper, moje kochane serduszko. W tamtym roku był nad morzem, wrócił z twarzą w telefonie, nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, dłonią wskazał walizkę i stwierdził: możemy już iść. Gdzie samochód? Ubić gada to za mało. Teskniłam, codziennie się martwiłam, a on martwił sie tylko czy ma zasięg. W tym roku na obozie piłkarskim zakaz telefonów. Mój syn jako jedyny biedak nie miał, bo my stosujemy się do zasad. I tak zmiękł, że nawet własna mama okazała się nie taka zła.

Wróciliśmy od babci i właśnie się kładziemy. Też padam na twarz.