Czesc dziewczyny ,czytam wasze posty i przypomina mi sie to co przeszłam......... naprawde rozmiem to co teraz przezywacie oraz to jak bardzo jest wam ciezko.Ja zaszlam w ciaze majac 19 ,niebyla to wpadka poprostu chcielismy miec dziecko,chodziłam wtedy do szkoły i pracowłam nie bylo łatwo.Mieszkałam juz wtedy u tesciow o ciazy im nie mowilismy bo nie chcialam slubu tylko dlatego ze bylam w ciazy, o tym ze zostana dziadkami dowidzieli sie gdy bylam w 7\8 mc gdy musiałam jechac do szpitala bo wystapiło zatrucie,nadcisnienie,bialkomocz i malej spadalo tetno, moja tesciowa myslala ze to 4 miesiac a ja na drugi dzien urodzułam mala w 33 tyg 1810\46cm. potem miałam zakrzepice zyl glewbokich, wyszlam ze szpitala miesiac po porodzie a corka dzien po mnie (musiala osiagnac wage 2 kg), w szkole poszli mi na reke, kolezanki przywozily mi materialy na zaliczenie do szpitala.Gdyby nie pomoc ich,nauczycieli, moich rodzicow i mojego daniela bylo by mi ciezko ale wszystko sie ułozylo.Slub cywilny wzielismy gdy oliwia miala 4 mc, od razu zrobilismy chrzciny,była to nasza decyzja nie nacisk rodziców.teraz koncze szkole a na świecie jest juz 2 maluszek barus urodził sie w 37 tyg 2880\51cm ,nieplanowany co prawda,na ppoczatku byłam zrospaczona co mala miała 4 mc a tu okazalo sie ze jestem w ciazy.Teraz nie wyobrazam sobie zeby nie bylo bartusia.wiec dziewczyny zycze powodzenia i wytrwałosci, bo najwazniejsze to sie nie poddac i byc dobrej mysli a duza role odgrywaja tu wlasnie wasirodzice oraz tatus malenstwa ,pozdrawiam monika