Oleńka zawsze tak jest... jak jakiś jeden problem wyskoczy to potem wszystko pokolei leci... też tak miałam nie raz...
A M... jest coraz gorszy... Zaczynało sie od żartobliwych docinek i starałam sie to brać na żarty... Ale on zaczyna coraz bardziej... A to że mam straszne rozstępy, albo wczoraj wypalił jak leżeliśmy: "Cycki to ci powinny sie w drugą strone zjeżdrzać a nie tak rozpływać"... Wkurwiłam sie masakrycznie, odwróciłam plecami... Kużwa przecież ja to widze!!! Nie musi mnie wpędzać w kompleksy powinien mnie wspierać!!! To że w zeszłe wakacje jak mini ubrałam i jego "koledzy" z wojska sie oglądali, to że jak idiotka czekałam na niego 9mieś, flaki sobie wyprówałam żeby utrzymać mieszkanie z mojej wypłaty 800zł, to że da dam mu syna to sie nie liczy? My to już prawie nawet nie rozmawiamy, a jak rozmawiamy to sie kłócimy... Miły jest jak sobie troche wypije i pod warunkiem że nikogo nie ma w pobliżu... Przez niego coraz gorzej znosze ciąże... I niestety mały też przez to cierpi jak mama cały czas w dołku a a tata ma to w dupie... Eh... szkoda gadać...
Dzisiaj pierdole nawet obiadu nie robie... On leży wywalony na łóżku, czasami sie tylko przebudzi i udaje że nie wie że jestem wkurwiona!!! Burak!!!